Piłka nożna - Ekstraklasa
03/11/2009 - 12:39Przewrotka: Dariusz Pasieka ożywił trupa

Arka Gdynia w ubiegłym sezonie spisywała się fatalnie i tylko cudem utrzymała w ekstraklasie. Lepiej miało być w tegorocznych rozgrywkach, ale klub z Wybrzeża znów zaliczył falstart. - To trup, który niedługo rozłoży się na części - ferowali eksperci.
Znalazł się jednak człowiek, który tego trupa utrzymuje przy życiu przy pomocy sztucznego oddychania. Arka w końcu zaczęła grać w piłkę i zdobywać punkty. Obecnie zajmuje dziewiąte miejsce w tabeli! Cudotwórca nazywa się Dariusz Pasieka.
- Czy wiedział pan, że jest specjalistą od trupów? - zaczynamy rozmowę z trenerem Arki.
- Kiedy zobaczyłem ten zespół na pierwszym treningu, powiedziałem, że ten zespół żyje. To wcale nie trup. Tym chłopakom trzeba było po prostu spojrzeć głęboko w oczy. Przypomnieć, że umieją grać w piłkę, wytłumaczyć, że mają umiejętności, pomóc uwierzyć w siebie - wyjaśnia Pasieka. - Spowodowałem, że ten zespół zacząć funkcjonować. W dziewięciu meczach pod moją wodzą zdobyliśmy trzynaście punktów. Jak na ten materiał piłkarski, jakim dysponujemy, to zadowalający wynik. Może brakuje mi gdzieś dwóch punktów, ale najważniejsze, że widzę progres. Wszystko idzie w dobrym kierunku, sprawimy w lidze jeszcze niejedną niespodziankę - zapowiada Pasieka.
W Gdyni nie poradził sobie ani Czesław Michniewicz, ani Marek Chojnacki. Wydawało się, że nikt już Arki nie uratuje. - Gdy klub ogłosił, ze trenerem będzie Pasieka, byłem pewien, że to nasz koniec. W końcu to nieznany trener. Bez sukcesów - zdradził nam jeden z działaczy Arki.
- Pracy moich poprzedników oceniać nie będę, bo na pewno robili wszystko to, co w ich mocy, aby drużyna funkcjonował jak najlepiej. A Arkę zgodziłem się trenować właśnie dlatego, że wierzyłem, że jestem w stanie jej pomóc - mówi pewny siebie Pasieka, były asystent wielkiego Mario Baslera w SSV Jahn Regensburg.
- Zacząłem pracować z Mario, kiedy on akurat zakończył karierę piłkarską w Katarze. Miałem już pewno doświadczenie trenerskie, posiadałem licencję. Mario jeszcze nie. Basler był więc team managerem, a ja trenerem. Współpracowaliśmy, uzupełnialiśmy się, uczyliśmy od siebie wzajemnie. Bardzo się z Mario zaprzyjaźniliśmy się. To świetny facet, showman, który wie, czego chce. Cieszę się, że mogłem go poznać - komplementuje swojego… bliźniaka Pasieka.
- Ha, ha. Tak to w życiu nie raz jest, że… swój trafi na swego. Mimo tego, że mamy innych rodziców, zawsze postrzegano nas jak braci. Szczególnie teraz, gdy obaj już się postarzeliśmy. Zapewniam jednak, że wcześniej się nie znaliśmy. Nasi rodzice też - wyjaśnia trener Arki.
W miniony weekend gdynianie w końcu przełamali fatalną serię gier na własnym boisku. Nie potrafili bowiem wygrać na nim od pięciu spotkań. Teraz ograli jednak 2:0 Odrę Wodzisław i nikt już nie mówi o czarnej serii. W Arce zapanowała euforia. Kibice klubu nie mówią już o utrzymaniu, a… miejscu w czubie tabeli.
- Spokojnie, obecnie jesteśmy na takim etapie, że cieszymy się z każdego punktu. Mamy ich na koncie trzynaście. To za mało, aby… utrzymać się w lidze. Nie zakładamy sobie, że zajmiemy trzecie, szóste, czy ostatnie miejsce w lidze. Mnie interesuje tylko to, żeby ta drużyna się rozwijała, robiła postępy. Jeśli będzie robiła je regularne, będziemy też nagradzani punktami - zapewnia Pasieka.








Komentarze - Pasieka ożywił trupa
Od 0 Do 0 z 0