Piłka nożna - Ekstraklasa
04/01/2010 - 15:06Lemerre i Zaccheroni mogli pracować w Polonii

Francuzi Roger Lemerre i Jacques Santini, Szkot Graeme Sounness i Włoch Alberto Zaccheroni - między innymi takie nazwiska znalazły się na specjalnej liście Polonii Warszawa, która kilka tygodni temu szukała nowego trenera. Ostatecznie szkoleniowcem stołecznych piłkarzy został Jose Maria Bakero.
O kulisach wyboru następcy Słowaka Duszana Radolsky'ego opowiada mieszkający na stałe w Walii opiekun drużyn młodzieżowych Swansea City Daniel Purzycki, jedna z osób pomagających w znalezieniu trenera "Czarnych Koszul".
Zanim Bakero trafił na Konwiktorską, musiał pokonać wielu rywali?
DANIEL PURZYCKI: Prezes Polonii Józef Wojciechowski od początku mówił, że interesują go kandydaci, którzy swoją osobowością i osiągnięciami odmienią trudną sytuację klubu. Chodziło mu o prawdziwe autorytety, futbolowych mentorów. Dlatego był zainteresowany między innymi Lemerre'em, Santinim, Sounnessem czy Zaccheronim. Na przedstawionej mi liście znajdował się też Niemiec Andreas Brehme i inni szkoleniowcy, a sam dotarłem do dwudziestu paru następnych, jak na przykład Francuza Jeana-Pierre'a Papina, Serba Milinko Panticia oraz Bośniaka Safeta Susicia.
Ile osób rozmawiało z kandydatami?
Polonia poszukiwała szkoleniowca poprzez kilka źródeł. Ja także podjąłem się tego zadania, bowiem przez dziewięć lat pobytu na Wyspach Brytyjskich poznałem wielu trenerów, menedżerów, którzy z kolei poprzez swoje kontakty pomagali mi w dotarciu do osób zainteresowanych pracą na Konwiktorskiej. Początkowo skoncentrowałem się tylko na Anglii i Szkocji, ale później sytuacja wymogła rozszerzenie pola działania na całą Europę. Dla mnie było to niesamowite doświadczenie.
Kto był Pana faworytem?
Najbardziej bliskie finalizacji negocjacje prowadziłem z Francisco Herrerą, wieloletnim asystentem Rafaela Beniteza. Razem pracowali w Liverpoolu. Paco Herrera prowadził kluby hiszpańskiej pierwszej i drugiej ligi, jak np. Numancię, Recreativo Huelva, Albacete Balompie, CD Castellon czy Polideportivo Ejido. W Espanyolu Barcelona zatrudniony był jako dyrektor sportowy.
Wspomniał Pan wcześniej o Zaccheronim. Były trener AC Milan i Interu Mediolan chciał prowadzić też polską kadrę narodową.
Rozważał pracę w Polonii, a rozmowy z nim były na dość zaawansowanym etapie. W tym czasie miał też oferty z Grecji i Hiszpanii.
Podobno w pomoc Polonii zaangażował się też słynny przed laty "kieszonkowy" włoski napastnik Gianfranco Zola?
Od kilku lat utrzymuję z nim kontakt, poznaliśmy się na kursie szkoleniowców w Anglii. Po moim telefonie niemal natychmiast Zola skontaktował mnie z bardzo ciekawymi szkoleniowcami. Jednym z nich był Urugwajczyk Gustavo Poyet, z którym Włoch grał w Chelsea. Poyet dotychczas pracował w Anglii jako asystent, w tym samym czasie dostał propozycję samodzielnego prowadzenia zespołu Ligue One - Brighton z tego skorzystał.
Byli też tacy kandydaci, którzy nie trafili do Polonii, a do klubów ekstraklasy w innych krajach?
Niedawno kontrakt z Almerią podpisał Juan Manuel Lillo, polecany przez innego Hiszpana, Roberto Martineza, menedżera Wigan Athletic. On skontaktował mnie również z Jordim Cruyffem, grającym szkoleniowcem na... Malcie. Na rynku brytyjskim pomagał mi i tym samym Polonii były selekcjoner reprezentacji Szkocji, a obecnie trener Birmingham City Alex McLeish, a w dotarciu do szkoleniowców francuskojęzycznych, w tym Papina - Christian Karembeu.
Gdyby miał Pan wymienić jedną osobę, której najbardziej zależało na parafowaniu umowy z Wojciechowskim to byłby nią...
Bobby Wiliamson. To Szkot, były napastnik Glasgow Rangers, prowadzący ekipę Ugandy. W jego przypadku nie było jednak zainteresowania prezesa Polonii.
Ile chcieli zarabiać zagraniczni szkoleniowcy w jednej z najsłabszych drużyn polskiej ekstraklasy?
Od 70 do 500 tysięcy funtów rocznie. Mając rozeznanie co do zarobków w Anglii, we Włoszech, Hiszpanii i Francji mogę powiedzieć, że we wstępnych rozmowach ich oczekiwania nie odbiegały średnim standardom.
Dlaczego chcieli pracować w Polsce, piłkarskim średniaku?
Próbowałem przekonywać o potencjale i możliwościach rozwoju naszego futbolu w najbliższych latach. Jeśli Polska to futbolowy przeciętniak, to znaczy, że jest do czego dążyć. Trzeba poprawić wszystko - strukturę, organizację, zadbać o młodzież. Opracowałem specjalny projekt, który poprzez pierwszy zespół Polonii miał za zadanie wpłynąć na rozwój całego stołecznego klubu.
Pana rozmówcy, nierzadko trenerzy z najwyższej europejskiej półki, mieli wówczas pracę, czy byli bezrobotni?
Myślę, że proporcje rozkładały się pół na pół. Jedni pracowali w zawodzie, inni pośrednio, to znaczy piastowali funkcje ekspertów telewizyjnych, komentowali mecze Ligi Mistrzów, albo zatrudnieni byli w innym charakterze w klubach lub federacjach.
Jose Maria Bakero to dobry wybór?
Jego zaangażowanie w Polonii będzie z korzyścią nie tylko dla warszawskiej drużyny, ale całej polskiej piłki nożnej. Inne metody treningowe i przygotowań, inna wizja i filozofia futbolu stosowane na południu Europy tam się sprawdzają. Z drugiej strony cenię też polskich trenerów. Naszym problemem wcale nie jest brak systemu szkolenia, ani bazy treningowej. Chodzi o mentalność i brak profesjonalnego rozwoju młodych zawodników i trenerów, oraz odpowiedniej organizacji w klubach. W przypadku trenerów mam na myśli ciągłe rozwijanie się, dokształcanie. Ale inaczej powinny być szkolone osoby odpowiedzialne za grupy młodzieżowe. To one muszą uzmysłowić dzieciakom, że w ich przypadku nie chodzi o wynik, a o częsty kontakt z piłką, opanowanie do perfekcji techniki, podejmowanie boiskowych decyzji.








You are logged in as administrator
Komentarze
Odśwież
0 Do 0 z 0