Piłka nożna - Ekstraklasa
28/11/2009 - 15:53Legia "nie istniała", ale wygrała, bo miała Muchę

Piłkarze Legii Warszawa przerwali passę siedmiu zwycięstw GKS Bełchatów. Co więcej drużyna prowadzona przez Jana Urbana wywiozła z gorącego terenu komplet punktów. Bramkę na wagę zwycięstwa zdobył tuż przed końcem meczu Maciej Iwański. Bohaterem został jednak Jan Mucha.
752 minuty - na tylu zatrzymał się licznik Łukasza Sapeli, jeśli chodzi o zachowanie czystego konta w bramce bełchatowian, znane powiedzenie głosi, że każda seria ma swój koniec. Potwierdziło się to dziś, o czym boleśnie przekonali się gospodarze.
Zwycięstwo na gorącym terenie nie przyszło jednak graczom ze stolicy łatwo. Po bezbramkowej pierwszej połowie swojego niezadowolenia nie ukrywał Maciej Iwański.
- Nasza gra wygląda tragicznie. Wszyscy nie istniejemy - mówił w drodze do szatni.
Trudno się nie zgodzić ze słowami rozgrywającego Legii. Gospodarze przez 45 minut nie pozwolili na zbyt wiele piłkarzom z Warszawy. W 33. minucie bełchatowianie powinni objąć prowadzenie, jednak Jan Mucha w tej jednej sytuacji wygrał pojedynek zarówno z Dawidem Nowakiem, jak i z Tomaszem Wróblem, który próbował dobić piłkę po nieudanej próbie kolegi. To był dopiero wstęp do show słowackiego bramkarza.
Zaraz po przerwie Mucha znów wykazał się dobrą interwencją, po raz drugi wychodząc obronną ręką ze starcia z Wróblem.
Na chwilę zoastawmy temat Słowaka, jednak trzeba zaznaczyć, że nie był to koniec jego popisów. Swoje sytuacje mieli również gracze Legii, jednak próby Macieja Rybusa i Sebastiana Szałachowskiego nie były na tyle dobre, by zaskoczyć Sapelę.
Mecz zbliżał się do końca i wydawało się, że bramkarz Bełchatowa nadal będzie śrubował swój rekord. W 83. minucie sędzia odgwizdał rzut wolny dla Legii, około 25 metrów od bramki Sapeli. Pierwszy strzał ze stałego fragmentu gry został nieprzepisowo jednak zatrzymany przez Wróbla, który zbyt wcześnie wyskoczył z muru. Skrzydłowego z Bełchatowa kosztowało to żółtą kartkę, natomiast jego drużynę, jak się okazało - utratę bramki. W poprawce Iwański nie kombinował, tylko zdecydował się na mocny strzał z prostego podbicia. Licznik Sapeli się zatrzymał. A Iwański pokazał, że potrafi strzelić "na siłę" nie gorzej od Cristiano Ronaldo, bo to było właśnie uderzenie w stylu słynnego Portugalczyka.
Wracamy na koniec do Muchy. W 90. minucie niczym rasowy stoper, wślizgiem zatrzymał w polu karnym szarżującego Nowaka, a kilka sekund później, w ten sam sposób interweniował już poza polem karnym! Tym samym wybronił Legii bardzo ważne trzy punkty w Bełchatowie. "International level" jak się patrzy. Na Słowacji muszą się cieszyć.
Bramka Iwańskiego zakończyła nie tylko passę Sapeli. Dla Bełchatowa był to również koniec serii 10 meczów bez porażki oraz 7 spotkań zakończonych zwycięstwem.
Piłkarzy Legii natomiast należy pochwalić za charakter, jaki pokazali tego dnia. Warto również zaznaczyć, że spory ból głowy miał przed meczem trener Urban, który nie mógł skorzystać choćby z takich piłkarzy jak Marcin Mięciel, Piotr Giza, Takesure Chinyama, Adrian Paluchowski, Wojciech Szala (wszyscy kontuzje) oraz Inaki Astiz (pauza za kartki). Zmiennicy dobrze wykonali jednak swoją robotę.
Trener Legii Warszawa Jan Urban: Wiedzieliśmy, że czeka nas bardzo trudne spotkanie. Ton nie przypadek, by mieć taką passę jak Bełchatów. Na początku widać było, że oddajemy inicjatywę rywalom. Obawialiśmy się szybkości Nowaka i Wróbla, dlatego graliśmy taką obroną. Po meczu w Pucharze Polski nie chcieliśmy też grać pressingiem. Inicjatywa należała więc do gospodarzy, a my chcieliśmy wykorzystać kontrataki, do których było sporo okazji. Mecz rozstrzygnął się jednak po stałym fragmencie gry. To było takie spotkanie, które mogła rozstrzygnąć jedna bramka. I rozstrzygnęła. Cieszymy się, że to my ją zdobyliśmy.
Szkoleniowiec PGE GKS Bełchatów Rafał Ulatowski: Wypada pogratulować zwycięstwa, jednak co do sposobu, w jaki zostało wywalczone można mieć wiele wątpliwości. Część z nich wyrazili kibice po meczu. Gdyby w naszej szatni były mikrofony, to też można by wiele usłyszeć o słuszności podyktowania rzutu wolnego, po którym padła bramka. Jeżeli trener Urban mówi, że ich celem było zneutralizowanie szybkości Nowaka i Wróbla, to mogę tylko powiedzieć, że osoby, które oglądały mecz w Canal+, a były takie w naszej ekipie, z czterech spalonych odgwizdanych nam przez sędziego w pierwszej połowie nie widziały żadnego. Nie ma co jednak szukać usprawiedliwień. Mieliśmy w tym meczu swoje okazje, ale ich nie wykorzystaliśmy.
PGE GKS Bełchatów - Legia Warszawa 0:1 (0:0)
Bramki: 0:1 Maciej Iwański (84-wolny).
Żółta kartka - PGE GKS Bełchatów: Carlos Costly, Janusz Gol, Mate Lacić, Tomasz Wróbel.
Sędzia: Robert Małek (Zabrze). Widzów 6 000.
PGE GKS Bełchatów: Łukasz Sapela - Grzegorz Fonfara (89. Krzysztof Janus), Dariusz Pietrasiak, Mate Lacić, Jakub Tosik - Tomasz Wróbel, Patryk Rachwał, Janusz Gol, Maciej Małkowski (68. Mateusz Cetnarski) - Dawid Nowak, Carlos Costly (88. Grzegorz Kuświk).
Legia Warszawa: Jan Mucha - Jakub Rzeźniczak (46. Pance Kumbev), Artur Jędrzejczyk, Dickson Choto, Tomasz Kiełbowicz - Miroslav Radović, Ariel Borysiuk (76. Tomasz Jarzębowski), Maciej Iwański, Marcin Smoliński (59. Bartłomiej Grzelak), Maciej Rybus - Sebastian Szałachowski.








You are logged in as administrator
Komentarze
Odśwież
0 Do 0 z 0