Piłka nożna - Ekstraklasa
22/09/2009 - 15:53Przewrotka - "Szamo" w Jagiellonii, a Gikiewicz do kozy

Jagiellonia Białystok w siedmiu meczach tego sezonu straciła siedem bramek. Niby mało, ale byłoby jeszcze mniej, gdyby nie błędy bramkarza Rafała Gikiewicza. Od października w bramce "Jagi" stanie rutyniarz, Grzegorz Szamotulski.
Jagiellonia Białystok w siedmiu meczach tego sezonu straciła siedem bramek. Niby mało, ale byłoby jeszcze mniej, gdyby nie błędy bramkarza Rafała Gikiewicza. Dlatego w ostatnim ligowym meczu zastąpił go Grzegorz Sandomierski. Gola co prawda nie puścił, a Jagiellonia zremisowała, ale bronił bardzo niepewnie. Działacze z Białegostoku stracili cierpliwość do młodych golkiperów. Od października w ich bramce stanie rutyniarz, Grzegorz Szamotulski.
Gikiewicz był objawieniem poprzedniego sezonu. Tego lata z Jagiellonii chciały go wykupić i Lech Poznań, i Wisła Kraków. Białostocki klub pogardził jednak ofertą miliona złotych (!). Jedni się dziwią, drudzy nie. W końcu gdyby były golkiper Wigier Suwałki dalej rozwijał się w tak szybkim tempie, za sezon, może dwa, jego wartość zdecydowanie by wzrosła. Nieoczekiwanie jednak zaczęła... spadać. Gikiewicz popełnił fatalny błąd w inauguracyjnym meczu ekstraklasy z Odrą Wodzisław, puszczając lekki strzał Piotra Piechniak z 40 metrów. Szczęście w nieszczęściu, że Jagiellonia spotkanie wygrała i wszystko rozeszło się po kościach.
Los tak łaskawy dla urodzonego w Olsztynie bramkarza nie był za to w meczu przedostatniej kolejki z Lechem Poznań. Jagiellonia wygrywała już 2:0, ale dwa błędy Gikiewicza sprawiły, że przegrała 2:3. - Nie jestem tchórzem i nie będę uciekał od odpowiedzialności. Przyznaję, zawaliłem bramkę na 2:2. Może i niepotrzebnie wychodziłem do piłki, ale gdybym był o sekundę szybszy, dziś każdy by mówił, że to była świetna interwencja Gikiewicza, że ładnie zaasekurował obronę. Trudno, nie wyszło. Przy trzecim golu zaś nie zawaliłem. Nie pomogłem, ale i nie zawaliłem. To był bardziej błąd obrony, że dopuściła Arboledę do główki – tłumaczy bramkarz Jagiellonii.
- Uważam, że zrobiono zbyt wielką tragedię z moich błędów. Co najmniej taką jakbym zabił człowieka samochodem na pasach. A ja nikogo nie potrąciłem, po prostu zawaliłem gola. W październiku skończę dopiero 22 lata, jestem młody, nieokiełznany. Błędy mają prawo mi się przytrafiać i przytrafiać będą, bo się uczę. Zresztą pomyłki zdarzają się wszystkim. I bramkarzom w Lidze Mistrzów, i w meczach reprezentacji. Choćby Arturowi Boruchowi w spotkaniu z Irlandią Północną. Nie ma jednak co takimi pomyłkami się załamywać. Gdyby każdy tak robił, na świecie wzrosłaby liczba samobójstw. Trzeba jak najszybciej podnieść się z kolan, zasuwać na każdym kolejnym treningu i czekać na szansę rehabilitacji – twierdzi Gikiewicz.
On szansy rehabilitacji jednak nie otrzymał, bo w meczu z Piastem między słupkami zastąpił go Grzegorz Sandomierski. – Przez cały tydzień zastanawiałem się czy zagram. Czy bałem się, że trener mnie nie wystawi? Nie, ja się boję tylko śmierci. Oczywiście byłem zły, rozczarowany, ale usiadłem spokojnie na ławkę – dodaje Gikiewicz.
Sandomierski co prawda gola z Piastem nie puścił, ale był bardzo, jak to określają bramkarscy eksperci, elektryczny. – Gdy rozmawialiśmy przed sezonem postanowiliśmy, że stawiamy na młodych golkiperów. Jak na razie to nas trochę zawodzi, a mamy w tabeli dopiero punkt. Walczymy o utrzymanie. Dlatego też postanowiliśmy zatrudnić doświadczonego bramkarza, Grześka Szamotulskiego – powiedział nam jeden z działaczy Jagiellonii.
Szamotulski pozostaje wolnym zawodnikiem od czerwca, odkąd nie przedłużył umowy ze szkockim Hibernian. – Szukał nowego pracodawcy, ale zawsze coś stawało na przeszkodzie tego, by nie podpisać kontraktu. Później zaś złapał kontuzję, którą leczy do dziś. Od piątku będzie już z nami trenował, ale na sto procent do gry będzie gotowy dopiero w październiku – dodaje jeden z białostockich działaczy.
- Przychodzi „Szamo” więc to chyba dla Ciebie już koniec sezonu – zagadnęliśmy Gikiewicza. – Życie. Nic na to nie poradzę. Podchodzę jednak do wszystkiego spokojnie. Nie załamuję się. Wciąż będę dawał z siebie wszystko – odparł krótko dotychczasowy numer jeden w bramce Jagiellonii.
Negatywnie na decyzję białostockich działaczy zapatruje się Jan Tomaszewski, człowiek, który zatrzymał Anglię. – Skoro już postanowili stawiać przed sezonem na Rafała, powinni to konsekwentnie czynić. A nie chwytają się brzytwy, biorą bramkarza, który karierę ma już praktycznie za sobą. Wylewają tym samym dziecko z kąpielą. Szamotulski wcale nie da im gwarancji utrzymania się w lidze. A Gikiewicz jest nadzieją nie tylko białostockiej, ale i narodowej piłki. Ma prawo do błędów, ale musi grać, w ten sposób najlepiej się nauczy swojego zawodu. Od Grześka bowiem już niczego się nie nauczy. Jak usiądzie na ławkę, popadnie w kompleksy – twierdzi Tomaszewski








You are logged in as administrator
Komentarze
Odśwież
0 Do 0 z 0