Piłka nożna - Ekstraklasa
06/05/2009 - 23:52Jodłowiec: Na karne nie jestem gotowy

Tomasz Jodłowiec nie odważył się wziąć na swoje barki ciężaru wykonania rzutu karnego. - Powiedziałem, że mogę strzelać, ale nie w pierwszej piątce - wyjaśnił serwisowi eurosport.pl obrońca Polonii. "Czarne Koszule" po serii rzutów karnych przegrały z Lechem Poznań awans do finału Pucharu Polski.
Rewanżowe spotkanie z "Kolejorzem" Jodłowiec zaczynał jako piłkarz ustawiony najbliżej Radosława Majdana, a kończył w polu karnym Ivana Turiny. Na ostatnie dziesięć minut "Jodła" wymienił się pozycjami z Igorem Koziołem i wziął się za atakowanie bramki Lecha.
To jego gol zdobyty głową w 87. minucie przedłużył nadzieje kibiców Polonii. A bardzo możliwe, że w ofensywie warszawskiego zespołu Jodłowiec zagości na dłużej. Zapowiedział, że w sobotnim meczu z GKS Bełchatów jeszcze raz zagra z przodu. Ale tym razem od początku.
Z Tomaszem Jodłowcem, najbardziej wszechstronnym piłkarzem "Czarnych Koszu" w spotkaniu z Lechem Poznań, rozmawia Łukasz Przybyłowicz
Wychodzi na to, że jest Pan najgroźniejszym zawodnikiem Polonii.
- Bardzo chciałem pomóc chłopakom w przodzie. Zapytałem się Igora Kozioła, czy możemy zrobić taką zmianę. Potem podszedłem do linii do trenera i on też się na to zgodził. Na dziesięć minut przed końcem wymieniliśmy się pozycjami. Myślę, że gra w przodzie zaczęła się wtedy układać lepiej. Stwarzaliśmy bardzo groźne sytuacje, mogliśmy nawet wygrać w regulaminowym czasie.
A skąd te Pana zapędy do gry w ataku?
- Przez takie akcje się wypromowałem. Tak się zaczęła moja poważna kariera w Podbeskidziu za trenera Krzysztofa Tochela. On postawił na mnie, dużo mi pokazał i przez takie granie się rozreklamował.
To był Pana pomysł czy inicjatywa trenera?
- W juniorach czy nawet w seniorach cały czas grałem w środku pomocy. Nigdy nie grałem na stoperze, to się zmieniło za trenera Jacka Zielinskiego. Ale zawsze mnie ciągnęło do przodu. W tej rundzie też. Czy to na treningach, czy w Pucharze Ekstraklasy. Takich moich wypadów było coraz więcej, aż zauważył to trener „Bobo” Kaczmarek. Bardzo mu za to dziękuję. Bardzo się z tego cieszę, bo myślę, że w ofensywie mogę więcej dać drużynie.
Nie był Pan wyznaczony do wykonywania rzutu karnego?
- Nie. Powiedziałem, że mogę strzelać później, ale nie w pierwszej piątce. Myślałem o karnych, może gdy byłem w trampkarzach. To był półfinał Pucharu Polski, a to co innego. Muszę się jeszcze tych rzutów karnych nauczyć.
Nie zagracie w finale. W szatni była solidarność czy pretensje?
- Solidarność. Pretensje mieliśmy za bramkę, którą straciliśmy w pierwszej połowie. Nie wiem, czy Vlade delikatnie szarpnął, czy nawet przeciwnik wpadł na niego. Karnego nie było. Od tego wszystko się zaczęło...
Miał Pan pretensje do sędziego?
- Moim zdaniem na dziesięciu sędziów może dwóch by odgwizdało w tej sytuacji karnego.
W sobotę w lidze spotkanie z GKS Bełchatów. Jak na was wpłynie przegrana walka w Pucharze Polski?
- Chociaż odpadliśmy, pokazaliśmy kawał dobrej piłki. Zwłaszcza w drugiej połowie. Myślę, że to dobrze wpłynie na całą drużynę. Na pewno zdążymy odpocząć. Będziemy grać, ile tylko będziemy mieli sił. Wszystko jest kwestią psychiki.
To już chyba wasza ostatnia szansa na europejskie puchary?
- Może nie ostatnia, ale bardzo duża szansa. Przegrana z Bełchatowem całkowicie oddali nas od pucharów, a one są naszym celem. Myślę, że w tym meczu zdobędziemy trzy punkty. Takie mamy poczucie w drużynie.
Wymieni się Pan pozycjami z Igorem Koziołem w tym meczu?
- Myślę, że tak będzie.








You are logged in as administrator
Komentarze
Odśwież
0 Do 0 z 0