Piłka nożna - Ekstraklasa
27/04/2009 - 11:00Jedenastka 25. kolejki wg eurosport.pl

Gdyby w jednej drużynie zebrać największe gwiazdy ekstraklasy, ustawienie trzeba by rozpoczynać od Pawła Brożka i Takesure Chinyamy. Dlatego tak jak zwykle obsadziliśmy tylko dziewięć miejsc, bo napastnicy Wisły i Legii zadomowili się w naszym zestawieniu na dobre.
BRAMKA
Sebastian Przyrowski (Polonia Warszawa)
"Czarne Koszule" zdobyły w Wodzisławiu tylko jeden punkt, choć patrząc na sytuację z 89. minuty, można powiedzieć, że aż punkt. "Przyroś" obronił rzut karny Macieja Małkowskiego, ale poza osobistą satysfakcją interwencja nic mu nie dała, bo poloniści i tak odpadli z walki o mistrzostwo. Po sezonie Przyrowski nie będzie jednak narzekał na brak zainteresowania. W przerwie zimowej sieci zarzucili na niego skauci Tottenhamu. Trzeba się spodziewać, że to ostatnie mecze 27-letniego bramkarza w polskiej ekstraklasie.
OBRONA
Adam Banaś (Górnik Zabrze)
Jeden z najbardziej wszechstronnych zawodników w drużynie Henryka Kasperczaka, o czym przekonał siebie i innych dopiero w tym roku. Choć jest piłkarzem typowo defensywnym, od kilku kolejek szokuje wszystkich golami. Trafił do siatki w trzecim meczu z rzędu, a czwarty raz w sezonie. Jak pokazał jego występ w Krakowie, przypadku w tym nie ma. Banaś wykorzystał gapiostwo obrońców Wisły i płaskim strzałem z 11 metrów nie dał żadnych szans Mariuszowi Pawełkowi.
Marcelo (Wisła Kraków)
I jeszcze jeden stoper z piątkowego meczu Wisła - Górnik. Również z zapędami strzeleckimi. Brazylijczyk był prawie bezbłędny w obronie, a swoje odegrał też w ofensywie "Białej Gwiazdy". Największy pożytek Wisła miała z niego w stałych fragmentach gry. Marcelo wygrywał z obrońcami Górnika każdy pojedynek główkowy, przy okazji świetnie dogrywając do kolegów. Nie zaliczono mu asysty tylko dlatego, że zgrana przez niego piłka po atomowym uderzeniu Radosława Sobolewskiego zatrzymała się na poprzeczce zabrzan.
Jarosław Fojut (Śląsk Wrocław)
Śląsk nie stracił bramki po raz pierwszy od 14 marca. Gdyby nie Fojut, kiepska seria trwałaby niż pięć tygodni. Świetną interwencją popisał się w 19. minucie, gdy na boisku utrzymywał się wynik 0:0. Jagiellonia przeprowadziła kontre, która od początku skazana była na sukces. Białostoczanie wyszli dwóch na jednego, ale właśnie ten jeden, Jarosław Fojut, okazał się przeszkodą nie do przejścia i w ostatniej chwili ofiarnym wślizgiem uratował swój zespół przed stratą gola.
Adrian Klepczyński (Polonia Bytom)
Bytomscy kibice, którzy ciągle nie mogą być pewni utrzymania Polonii w lidze, przez cały weekend powinni go nosić na rękach. Klepczyński z pewnością był bohaterem na Śląsku. W pojedynku o sześć punktów z Cracovią poloniści od 24. minuty musieli sobie radzić w dziesiątkę. Wyszli z założenia, że najlepszą obroną jest atak, i w 87. minucie rzucili wszystko na jedną kartę. Ryzyko się opłaciło, a gol Klepczyńskiego jeszcze długo będzie się śnił trenerowi Cracovii Arturowi Płatkowi.
POMOC
Krzysztof Janus (GKS Bełchatów)
Autor jedynej bramki w meczu na Stadionie Śląskim. Bramki, która na tyle załamała trenera "Niebieskich" Bogusława Pietrzaka, że postanowił oddać się do dyspozycji zarządu. Janus dał próbkę swoich umiejętności. Gdy Matko Perdijić odbił jego uderzenie głową, pomocnik zespołu z Bełchatowa poprawił lewą nogą. Strzał tuż przy słupku zagwarantował GKS-owi piąte zwycięstwo z rzędu.
Krzysztof Ulatowski (Śląsk Wrocław)
Jeden z architektów sukcesu Śląska w meczu z Jagiellonią. To dzięki jego świetnej akcji wrocławianie objęli prowadzenie. Ulatowski jeszcze na swojej połowie przerwał akcję "Jagi" i popędził z piłką przed siebie co sił w nogach. Żaden z rywali nie był w stanie go zatrzymać, a na dodatek pomocnik Śląska popisał się świetnym podaniem do Vuka Sotirovicia, które otworzyło Serbowi drogę do bramki.
Piotr Wiśniewski (Lechia Gdańsk)
Derby Pomorza do 76. minuty były nudne jak flaki z olejem. Trzymając się nadmorskiej terminologii - nudne jak ryba w oleju. Ale wtedy dał o sobie znać Wiśniewski. Rzucił się z piłką do przodu, znalazł się pod polem karnym Arki i mimo asysty obrońców huknął, nie dając Norbertowi Witkowskiemu żadnych szans. Lechia nabrała wiatru w żagle i kilka minut później ostatecznie rozstrzygnęła losy meczu o panowanie na Pomorzu.
Semir Stilić (Lech Poznań)
Jak sobie radzić z presją, bośniacki piłkarz wie doskonale. Nieraz już udowadniał, że potrafi utrzymać nerwy na wodzy. Również na boiskach europejskich. W czasie niedzielnego hitu kolejki Legia - Lech to na niego były zwrócone oczy skautów z najważniejszych lig europejskich, ale nic a nic nie spętało to nóg pomocnika Lecha. Zagrał tak, jak do tego przyzwyczaił - z polotem i pomysłem. Zabrakło trzeciego "p" - precyzji. Ale może to i dobrze, bo gdyby w doliczonym czasie gry przyłożył się trochę lepiej, miałby na sumieniu trenera Legii. Jan Urban powiedział, że podciąłby sobie żyły, gdyby Stilic zdobył w tamtej akcji bramkę.
ATAK
Paweł Brożek (Wisła Kraków)
Co klasa, to klasa. I to nie nasza klasa, ale klasa światowa. Po kontuzji króla strzelców z ubiegłego sezonu nie ma już śladu. Brożek wybiegł w podstawowym składzie po raz pierwszy od miesiąca, ale na boisku czuł się jak ryba w wodzie. Nie zatracił też skuteczności ani zadziorności. Tak się zawziął, że gdy sędzia nie uznał mu bramki, po dwóch minutach poprawił strzałem z półobrotu. Tym razem arbiter nie miał wątpliwości, tak jak nikt nie ma wątpliwości, że Paweł Brożek zasługuje na coś lepszego niż polska ekstraklasa.
Takesure Chinyama (Legia Warszawa)
Etatowy strzelec Legii, etatowy piłkarz w jedenastce kolejki serwisu eurosport.pl. Napastnik, który zdobywa gola jak na zawołanie, to skarb dla każdej drużyny. Długo Legia szukała takiego zawodnika, ale z całą odpowiedzialnością można stwierdzić, że poszukiwania wreszcie się udały. Z drugiej jednak strony trener Urban każdego ranka musi wznosić modły za takiego zawodnika, bo gdyby nie Takesure, Legia nie miałaby ani lidera klasyfikacji strzelców, ani nie biłaby się o mistrzostwo Polski...








You are logged in as administrator
Komentarze
Odśwież
0 Do 0 z 0