Piłka nożna - Ekstraklasa
23/04/2009 - 17:50Podbrożny: Lewy jest lepszy niż Chinyama

Jest nie tylko jednym z najlepszych napastników w historii ekstraklasy. To także jeden z niewielu zawodników, którzy występowali i w Legii i w Lechu. - Poznaniacy mogą przy Łazienkowskiej przełamać kryzys - mówi eurosport.pl Jerzy Podbrożny przed niedzielnym hitem kolejki w Warszawie.
Mimo że Podbrożny występował w Poznaniu i w Warszawie w obu miastach jest jednakowo szanowany. W barwach Lecha dwukrotnie w latach 1992 i 1993 zdobywał tytuł króla strzelców ekstraklasy. Później w Legii występował w Lidze Mistrzów. „Gumiś” z dorobkiem 122 bramek jest na 10. miejscu w rankingu najlepszych snajperów w dziejach elity. Teraz jest trenerem Orkana Sochaczew.
Z Jerzym Podbrożnym, rozmawia Krzysztof Srogosz
To będzie najlepszy mecz sezonu?
Bez wątpienia, gdy spotykają się dwie takie drużyny, możemy oczekiwać fajnego widowiska. Na pewno ani Legia ani Lech nie będą się skupiały na defensywie, ale na ofensywie. To są dobre drużyny.
Serio Pan tak myśli?
No jak na naszą ligę tak, przecież są w czubie. Z drugiej jednak strony poziom ekstraklasy w ostatnich sezonach się obniżył. Obserwuje za to nową tendencję. W najlepszych zespołach są zawodnicy, którzy w pojedynkę mogą odwrócić losy meczu. Już nie idzie się na ilość i ściąga niewiadomo kogo, teraz liczy się jakość.
Lech po dobrym początku rundy teraz nieco spuścił z tonu. Czemu?
Ciężko powiedzieć. Zakładam, że trener Franciszek Smuda chciał przygotować zespół jak najlepiej do meczów pucharowych z Udinese. Oczywiście pewnie miało tak być w całym sezonie, ale teraz przyszedł kryzys.
To może na Łazienkowskiej to jest najlepszy moment na jego przełamanie?
Jasne, że tak. Takie spotkania wyzwalają dodatkowe siły. W ostatniej kolejce Lech wyraźnie zlekceważył ŁKS, ale teraz na pewno nie zrobi tego samego z Legią.
Zwłaszcza, że ten mecz może zadecydować o tym o mistrzostwie...
Ja tak raczej nie myślę. Na pewno to ważne spotkanie, ale nie decydujące. Może mieć duże znaczenie na koniec sezonu, zwłaszcza, bo przecież przy równej liczbie punktów będzie się liczył bezpośredni bilans.
W niedzielnym meczu wiele może zależeć od postawy napastników. Kogo Pan wyżej ocenia? Takesure Chinyamę z Legii czy Roberta Lewandowskiego z Lecha?
Dla mnie bardzie pożyteczny jest ten drugi. Może nie strzela ostatnio tylu goli co Chinyama, ale potrafi wygrać pojedynek główkowy i świetnie się zastawić. Umie też sprytnie podać. No, ale to zawodnik Legii ostatnio zdobywa bramkę za bramkę.
No właśnie. To, że Legia jest liderem to głównie jego zasługa. Zgadza się Pan?
Bez wątpienia jest rola jest nieoceniona. Trzeba też przyznać, że zespół z Łazienkowskiej ma sporo szczęścia. Ale w piłce to także bardzo istotne. Można tak wygrywać kilka razy z rzędu, ale na pewno nie jest to rozwiązanie na dłuższą metę. Nie jestem jednak specjalnie zdziwiony tym, że podopieczni Jana Urbana prowadzą w tabeli.
Czyli to Legia jest faworytem?
Ciężko to stwierdzić. Legia ma chyba w tej chwili więcej atutów w środku pola. Nie wiadomo przecież, czy w pełni sił jest już mózg „Kolejorza” Rafał Murawski. Lecha za to ma szybkiego Sławomira Peszko, no i Lewandowskiego. Tacy zawodnicy robią różnicę.
Grał Pan w Legii przeciwko Lechowi i odwrotnie. Ma Pan pewnie jakieś fajne wspomnienie?
Najbardziej utkwił mi w pamięci mecz, gdy reprezentowałem Lecha. Pamiętam, że po strzale Jerzego Brzęczka piłka trafiła w słupek. Ja stałem w okolicy bramki i dostałem „futbolówką” w kolano. Może to wyglądało na przypadkowego gola, ale zapewniam, że tak nie było (śmiech).
Pewnie nie powie Pan, za kogo w niedzielę będzie trzymał kciuki....
Jak zawsze w takim przypadku kibicuje dobremu widowisku.








You are logged in as administrator
Komentarze
Odśwież
0 Do 0 z 0