Piłka nożna - Ekstraklasa
28/04/2009 - 13:58Przewrotka: Gęba jak cholewa

Ze zdumieniem przeczytałem w poniedziałkowej prasie wypowiedź, a właściwie groźbę właściciela Polonii Warszawa Józefa Wojciechowskiego. - Jak to wszystko nadal będzie tak wyglądało, to ja się z tego sportu wycofam.
- Jak będę chciał, to więcej pieniędzy na ten klub nie dam. O to wam chodzi? Cały czas mnie zniechęcacie do inwestowania w Czarne Koszule – żalił się na łamach „Przeglądu Sportowego”.
O co chodzi? O echa zwolnienia Bogusława Kaczmarka. Były asystent Leo Beenhakkera w czterech ligowych meczach zdobył dziesięć punktów (na 12 możliwych) i awansował do półfinału Pucharu Polski. Po jednym remisie z Lechią Gdańsk przy Konwiktorskiej Wojciechowski wyrzucił go z klubu. Ale ustnie, nie dał wymówienia na piśmie. Później próbował zmienić zdanie i zatrzymać Boba w klubie. Kaczmarek uniósł się jednak honorem. Oznajmił, że jego godności nie da się kupić. I odszedł z Polonii. Nie spodobało się to Wojciechowskiemu, który kazał swoim prawnikom złożyć do PZPN-u wniosek o rozwiązaniu kontraktu z… winy trenera. Bo wymówienia na piśmie przecież mu nie dał, czyli Bobo odszedł sam.
- Przyznam szczerze, że to, co się dzieje w tym klubie woła o pomstę do nieba. Nie można gęby traktować jak cholewy. Albo się kogoś wyrzuca, albo nie. O samym zwolnieniu już dyskutował nie będę. Wojciechowski płaci, Wojciechowski decyduje. Ale ludzi trzeba traktować z szacunkiem – mówi Jan Tomaszewski, człowiek, który zatrzymał Anglię.
- To przykre, że pan właściciel tak postępuje i psuje atmosferę w drużynie – dodaje piłkarz Polonii, który prosi o nieujawnianie jego nazwiska. - Dlaczego? A po co mi problemy? Przecież to oczywiste, że w następnym meczu siedziałbym na trybunach – tłumaczy.
Media solidarnie skrytykowały postawę Wojciechowskiego. I z samym zwolnieniem, i tym, co stało się później. I właściciel Polonii znowu czuje się urażony. Żali się, że nikt go nie popiera. Że media powinny być z nim. Ale hola, hola! Dlaczego? Nie ma znaczenia, czy ktoś ma pieniądze, czy nie. Ludzi ocenia się za sposób postępowania.
Kiedy byłem w lutym na audiencji (czytaj: wywiadzie) u Pana Wojciechowskiego, powiedział jedno zdanie, które do dziś tkwi mi w głowie: "Słowo jest droższe od pieniędzy" – demonstrował swoje amerykańskie credo Pan właściciel. Szkoda, że to tylko słowa.
Szantażu Wojciechowski nie stosuje po raz pierwszy. Już nie raz groził, że odejdzie z Polonii. Tak samo, że zrezygnuje ze sponsorowania siatkarskiej drużyny Politechniki. Jeśli jesteśmy już przy Polibudzie to ostatnio bezczelność przekroczyła wszelkie granice. "Dam pieniądze na klub siatkarski, jak mi wybudują drogę prowadzącą do osiedla, gdzie buduję domy". Władzom miasta dziennik „Polska The Times”, zresztą słusznie, zasugerował, aby odpowiedzieli panu Józefowi tak jak mąż, który właśnie trafił szóstkę w totolotka. Na pytanie żony: kochanie, to gdzie pojedziemy, odpowiedział: - Wiesz co, pakuj się. Pakuj się i wynocha.
Wojciechowskiego prawda strasznie kłuje w oczy. Kiedy jego byli pracownicy wypowiadali się o nim dość niepochlebnie na łamach wspomnianej „Polski The Times”, zabrał dziennikarzom tej gazety akredytacje, zabraniając wejścia na stadion, czyli wykonywania swojej pracy. Czy to godne postępowanie, oceńcie Państwo sami.
Gdyby Wojciechowski naprawdę chciał odejść z Polonii, już dawno by to zrobił. Kiedy klub był w drugiej lidze i z kretesem przegrywał awans do Ekstraklasy. Zapytany przeze mnie o to, czy kiedykolwiek myślał o rezygnacji z klubu, Wojciechowski odpowiedział krótko: "Nie, bo zaraz kibice okrzyknęliby mnie grabarzem Polonii." Jaki jest więc ulubiony zespół muzyczny właściciela Polonii? Grabaż i Strachy Na Lachy








You are logged in as administrator
Komentarze
Odśwież
1 Do 1 z 1