Piłka nożna - Liga Mistrzów
17/02/2010 - 20:26Fabiański podpisał na siebie wyrok w Porto

Łukasz Fabiański dostał kredyt zaufania od Arsene Wengera i zagrał od początku meczu z Porto. Polak nie sprawdził się w nowej roli. Po dwóch ewidentnych błędach byłego bramkarza Legii Arsenal przegrał ze "Smokami" 1:2. Honorowe trafienie dla "Kanonierów" zaliczył 35-letni Sol Campbell.
- Bardzo wierzę w Fabiańskiego. Wierzę, że jest bramkarzem z najwyższej półki. Dla bramkarza nie jest łatwo wejść z ławki, ale abstrahując od wszystkiego, on ma ogromny potencjał. W tym momencie jedyne czego mu brakuje to meczów - powiedział Arsene Wenger. Dzisiejsze spotkanie na Estdio do Dragao w Porto tylko potwierdziło słowa francuskeigo szkoleniowca.
Choć Arsenal dobrze spisywał się na boisku mistrzów Portugalii, to dwa fatalne błędy polskiego bramkarza "Kanonierów" zadecydowały o porażce angielskiego zespołu. Pierwszy horror pojawił się w 11. minucie gry. Silvestre Varela ładnie przedarł się na prawym skrzydle. Następnie dośrodkował i gdy wydawało się, że Fabiański pewnie złapie futbolówkę, ta przeszła mu pod ręką i popularny "Bambi" schował twarz w rękawicach.
Zdecydowanie było widać, że komunikacja między polskim golkiperem Arsenalu a obrońcami, a także między samymi defensorami nie funkcjonuje tak, jak powinna. Na uwagę zasługuje fakt, że Arsene Wenger zdecydował się na wystawienie na środku obrony Sola Campbella. Najpierw 35-letni były reprezentant Anglii postarał się o zawał serca kibiców "The Gunners", ale później przypomniał o swych umiejętnościach w walce w powietrzu. W 18. minucie rzut rożny wykonał Cesc Fabregas. Podanie przedłużył Nicklas Bendtner, ta spadła wprost na głowę Tomasa Rosisky'ego, a Czech dograł do Campbella. Ten uderzeniem pod poprzeczkę nie dał szans na udaną interwencję Heltonowi. Co ciekawe, było do drugie trafienie z rzędu w meczu Ligi Mistrzów dla Sola Campbella. Ale od poprzedniej bramki minął kawał czasu. 35-letni obrońca wpisał się na listę strzelców w finale Ligi Mistrzów 2006 roku przeciwko Barcelonie.

To był teatr dwóch aktorów. Takie stwierdzenie jak ulał pasuje do potyczki Arsenalu z Porto. W 52. minucie Sol Campbell dogrywał piłkę do Fabiańskiego. Polski bramkarz złapał ją mimo, że w myśl przepisów nie mógł tego zrobić. Sędzia Martin Hansson podyktował rzut wolny pośredni. Gospodarze, nie oglądając się na rywali, szybko rozegrali stały fragment gry. Futbolówkę do siatki "Kanonierów" skierował Falcao. Łukasz Fabiański jeszcze próbował szukać sprawiedliwości u arbitra bocznego, ale sędziowie słusznie uznali prawidłowo zdobytą bramkę. Arsene Wenger nie wytrzymał i również uciął sobie, nasyconą niecenzuralnymi słowami, pogawedkę z arbitrem technicznym.
Nie da się nie przypomnieć meczu Arsenalu ze Stoke City w Pucharze Anglii. 24 stycznia 2010 r. polski golkiper także zawalił wynik. Wtedy to konto Fabiańskiego w mniejszym lub większym stopniu obciążyła każda z trzech straconych bramek. Być może nadszedł czas, aby usiąść i mocno się zastanowić nad wypożyczeniem lub transferem definitywnym tak, aby regularnie grać.
Kibice zgromadzeni na Stadionie Smoka obejrzeli znakomite spotkanie. Tempo gry można jedynie porównać do konfrontacji w Premiership.
Mimo wszystko trzeba przyznać, że Arsenal nie stoi na przegranej pozycji przed meczem rewanżowym. Podopieczni Jesualdo Ferreiry będą mieli ciężkie zadanie 9 marca na The Emirates.
FC Porto - Arsenal Londyn 2:1 (1:1)
Bramki: Porto: Silvestre Varela (11), Falcao (51); Arsenal - Sol Campbell (18).
Sędziował: Martin Hansson (Szwecja).
SPRAWDŹ WYNIKI POZOSTAŁYCH SPOTKAŃ LIGI MISTRZÓW









You are logged in as administrator
Komentarze
Odśwież
1 Do 7 z 7