Piłka nożna - Liga Mistrzów
09/03/2010 - 19:49Arsenal gromi! Katastrofa Porto

Drużyna Arsene'a Wengera udowodniła, że porażka w pierwszym meczu z Porto byłą tylko wypadkiem przy pracy. Arsenal na The Emirates Stadium zagrał koncert, gromiąc rywala z Portugalii aż 5:0! Trzy bramki dla gospodarzy zdobył Nicklas Bendtner.
Pierwszy mecz 1/8 finału pomiędzy tymi drużynami był bardzo pechowy dla londyńczyków. Również polscy kibice nie będą wspominać tego najlepiej. Wszystko za sprawą Łukasza Fabiańskiego, którego dwa błędy zaważyły o końcowym wyniku (przegrana 1:2). W rewanżu "Fabian" zasiadł na ławie.
Nie był to oczywiście jakiś tragiczny rezultat przed rewanżem na The Emirates. Wszak gol strzelony na wyjeździe często jest na wagę złota.
Jak się okazało, jedyną złą informacją związaną z rewanżem dla fanów "Kanonierów" był kolejny uraz, jakiego nabawił się Cesc Fabregas. Hiszpana zabrakło w składzie Arsenalu, jednak jego obecność naprawdę nie była potrzebna.

Rzadko, na tak wysokim poziomie rozgrywek, jest się świadkiem tak jednostronnego widowiska. Naprawdę ciężko wyjaśnić, po co Portugalczycy przyjechali do Londynu. Obrona gości przypominała defensorów II-ligowych polskich drużyn, podczas zimowych sparingów. Andrej Arszawin kręcił zawodnikami Porto na wszystkie strony, do tego swój dzień miał również Bendtner. Zresztą w tym meczu, w Arsenalu nie było słabego ogniwa.
Po pierwszej połowie gospodarze prowadzili 2:0. Wynik niby jeszcze otwarty, ale patrząc na "popisy" gości było to bardzo błędne przypuszczenie. W drugich 45 minutach "Kanonierzy" dobijali kolejne gwoździe do trumny. Heltona pokonywali: Samir Nasri, Emmanuel Eboue i Bentdner, który trafieniem z karnego skompletował hat trick.
Duńczyk był dosyć mocno krytykowany za swoją nieskuteczność w ostatnim ligowym meczu z Burnley. W najważniejszym momencie potrafił jednak zapomnieć o niedawnych niepowodzeniach.
- To pokazuje jak szybko futbol może się zmienić - powiedział Arsene Wenger telewizji Sky Sports. - Mam nadzieję, że (Bendtner) przez to nie będzie za bardzo pewny siebie. Ale taki mecz na pewno dobrze na niego wpłynie, zwłaszcza po sobocie. Mam nadzieję, że to mu da jeszcze bardziej zmobilizuje go do cięższej pracy - dodał.
Na osobny tekst zasługuje zwłaszcza gol strzelony przez Nasriego. Francuz ograł w narożniku pola karnego trzy słupki Porto (zwane potocznie "obrońcami") i mierzonym strzałem po długim rogu nie dał szans bramkarzowi rywali.
Aż strach pomyśleć, co by było, gdyby Arsenal zagrał w swoim najsilniejszym składzie, z Fabregasem, Williamem Gallasem i Robinem Van Persie.








You are logged in as administrator
Komentarze
Odśwież
1 Do 6 z 6