Lekkoatletyka - Mistrzostwa świata Berlin 2009
26/08/2009 - 18:20Pyrek dla eurosport.pl: Z Jeleną walczymy tylko na stadionie

- Gdy Jelena po raz trzeci zrzuciła poprzeczkę, wpadłyśmy z Anią w ramiona i tylko się uśmiechałyśmy. Nie wierzyłyśmy w to, co się stało – mówi specjalnie dla eurosport.pl Monika Pyrek. Wicemistrzyni świata w skoku o tyczce myśli już o igrzyskach w Londynie.
Z Moniką Pyrek, srebrną medalistką mistrzostw świata w skoku o tyczce, rozmawia Krzysztof Srogosz.
Po takim sukcesie, jeszcze chce się Pani startować w tym sezonie?
Chce się, bo wiem, że mogę jeszcze skoczyć wyżej. Mam przed sobą sześć mitingów.
To co? Atak na rekord Polski?
Nie myślę o tym. Cały czas chce się poprawiać, bo wiem, że stać mnie jeszcze na skakanie więcej niż 4,78 m. Czuję, że jestem na to gotowa. Na treningach wielokrotnie udawało mi się tyle skoczyć, dlatego teraz muszę iść za ciosem i dokonać tego w końcu na zawodach.
Wiele mówiło się o "szorstkiej przyjaźni" między Panią, a Anną Rogowską. Ale po zawodach nie było tego widać. To jak jest?
Bo nie ma niczego takiego. To jest wymyślone przez komentatorów, chyba w czasie igrzysk w Atenach. Ktoś nas kiedyś niestety przyrównał do Rosjanek, a one naprawdę się nie lubią. Tam ta niechęć rzeczywiście jest, a między mną, a Anią są jak najbardziej koleżeńskie stosunki. Oczywiście jesteśmy rywalkami i w czasie konkursu każda stara się skupić na sobie. Zawsze jednak staramy się zachować wobec siebie fair-play.
A co Pani powiedziała Ani, gdy Jelena Isinibajewa zrzuciła trzeci raz poprzeczkę?
Obie wpadłyśmy sobie w ramiona. Tylko się uśmiechałyśmy i nie wiedziałyśmy, co mamy powiedzieć. Żadna z nas nie wierzyła, że jesteśmy tak wysoko. To był właśnie główny cel imprezy w Berlinie, abyśmy obie zdobyły medale. Liczono oczywiście, że jedna, albo druga wywalczy jakiś krążek, ale to było dla nas za mało. No i właśnie przeważnie było tak, że tylko jedna stawała na podium, a druga była niezadowolona. Może dlatego próbowano wtedy wyciągnąć jakieś mylne wnioski, że sobie zazdrościmy, czy coś podobnego. To nie ma miejsca i fajnie, że teraz zdarzyło się tak, że obie znalazłyśmy się na podium wielkiej imprezy. Mam nadzieję, że na kolejnych mistrzowskich zawodach będzie podobnie.
Jelena coś do Was mówiła na stadionie?
Nie, nie. Miałam z nią kontakt dopiero po powrocie do hotelu. Gratulowała nam, ale oczywiście była bardzo smutna i rozżalona. Powtarzała tylko bez przerwy, że taki właśnie jest sport.
Ale zapowiedziała, że pokaże Wam już klasę w następnym starcie?
Nie. To jest tylko rywalizacja na stadionie. Może to inaczej wygląda, ale poza konkursami, wielokrotnie jestem z Jeleną na obozach. Jadamy wspólnie, żartujemy, wymieniamy się doświadczeniami. Nie ma miejsca na jakąś złość do siebie.
Premier Donald Tusk i minister Mirosław Drzewiecki zapowiadają dodatkową pomoc dla lekkoatletów. Chodzi głównie o specjalnie kontrakty i budowę hal. To tylko zabieg pod publiczkę, czy Pani zdaniem coś z tego będzie?
Wierzę, i to szczerze, że powstaną te obiekty. Nie liczę od razu, że będzie to nie wiem ile takich hal, ale sukcesem będzie już to, że rozpoczną się inwestycje i wybudowane zostaną Orliki Lekkoatletyczne. Jeśli jeszcze powstałyby jakieś hale, takie treningowe, pełnowymiarowe i jeszcze nadające się do skoku o tyczce, to byłoby wspaniale. Będę strasznie usatysfakcjonowana.
Szef rządu powiedział, kiedy coś powstanie najwcześniej?
Na razie muszą się nad tym wszystkim zastanowić. Konieczne są odpowiednie projekty. Ja napomknęłam, że jest już taki jeden gotowy, brytyjski program, w którym są stworzone właśnie projekty specjalnych hal do skoku wzwyż i o tyczce. To nie muszą być oczywiście wielkie obiekty do wszystkich dyscyplin. Mam nadzieję, że do igrzysk olimpijskich w Londynie taka hala powstanie. Wręcz taki obiekt musi powstać, abyśmy mogli bez problemów trenować w kraju.
A Pani miała jakieś problemy podczas przygotowań do mistrzostw w Berlinie?
No miałam, ale nie wynikały one z bazy treningowej, ale trochę z mojej formy. Tutaj muszę podziękować władzom związku, które zdecydowały się wysłać mnie na obóz przygotowawczy do włoskiego Formio. Tam miałam spokój i możliwość wrócenia do pełnej dyspozycji. Poprosiłam jeszcze o fizjoterapeutę i lekarza i ta moja prośba także została spełniona. Przyniosło to jak się okazało świetny efekt.








You are logged in as administrator
Komentarze
Odśwież
1 Do 1 z 1