Koszykówka - NBA
01/11/2009 - 07:24Agent Zero wrócił na dobre. Wizards gromią

Washington Wizards czarnym koniem sezonu 2009-10? Jest to wielce prawdopodobne. Skąd takie przypuszczenie? Odpowiedź jest prosta i krótka - Gilbert Arenas. Z "Agentem Zero" w składzie Wizards są groźni dla wszystkich. Dziś wysoko pokonali u siebie New Jersey Nets 123:104.
Arenas jest chyba najbardziej pechowym graczem w lidze NBA minionych lat. Wystarczy napisać, że w ciągu dwóch ostatnich sezonów rozegrał dla Wizards zaledwie - uwaga, trzymajcie się ci, co nie wiecie - 15 spotkań na 164 możliwe (sezon zasadniczy)! Powodem takiego stanu rzeczy były nękające zawodnika kontuzje. Podobno teraz wszystko jest już OK, choć na pewno w klubie z Waszyngtonu nikt nie chce zapeszać.
Wizards w meczu z Nets byli faworytami. Goście najprawdopodobniej będą jedną ze słabszych ekip tego sezonu. Młodzi Chris Douglas-Roberts czy Brook Lopez, owszem są niezwykle utalentowani, jednak do statusu All Star jeszcze trochę im brakuje. Do tego ich największa gwiazda Devin Harris nie wystąpił w tym meczu z powodu urazu uda.
Sobotnie "halloweenowe" spotkanie było popisem dwóch zawodników - wspomnianego Arenasa oraz rezerwowego Andraya Blatche. To dopiero początek sezonu, ale Blatche pokazuje, że trzeba będzie go poważnie brać pod uwagę jako kandydata do nagrody Najlepszego Rezerwowego. Arenas robił użytek ze swojego dobrego rzutu z dystansu, trafiając 3 na 4 za trzy. Zresztą w całym meczu "fałszywy" rozgrywający Wizards spudłował tylko cztery rzuty z gry. Na jeszcze lepszej skuteczności punktował Blatche. Mierzący 211 cm wzrostu zawodnik, który do NBA trafił prosto ze szkoły średniej trafił 15 z 18 rzutów! Dzięki temu obaj zawodnicy zdobyli łącznie dla swojego zespołu aż 62 punkty, a więc więcej niż połowa dorobku całej drużyny!
Arenas póki co znajduje się w wyśmienitej formie strzeleckiej. Po trzech meczach notuje średnią 28 punktów na mecz.
Nie należy również zapominać, że przeciwko Nets nie wystąpił Caron Butler, który w poprzednim meczu przeciwko Hawks mocno stłukł sobie kolano. W tej sytuacji na "trójkę" przesunięty został Mike Miller, a do pierwszej piątki wskoczył Randy Foye i spisał się bardzo dobrze (17 punktów i 8 asyst).
U gości grę próbowali ciągnąć Rafer Alston (20 punktów) oraz najskuteczniejszy w ekipie Nets Douglas-Roberts (25 punktów). Bez wsparcia z ławki nie byli oni jednak w stanie ani przez chwilę zagrozić Wizards.
Strach pomyśleć, co będzie, gdy do składu Wizards wróci po kontuzji Antawn Jamison. Jeśli tylko w tym sezonie pech ominie czołowych graczy drużyny, Czarodzieje mogą nieźle namieszać, zarówno w sezonie zasadniczym, jak i w play-off, do których bez większych problemów powinni awansować.
WASHINGTON WIZARDS - NEW JERSEY NETS 123:104 (28:24, 34:27, 37:28, 24:25)
Wizards: Arenas 32, Foye 17, Miller 9, Oberto 4, Haywood 10 - Blatche 30, Stevenson 10, McGee 5, Young 5, Davis 1, McGuire 0
Nets: Alston 20, Lee 17, Douglas-Roberts 25, Yi 6, Lopez 13 - T.Williams 9, Najera 6, Boone 4, S.Williams 4, Simmons 0








You are logged in as administrator
Komentarze
Odśwież
0 Do 0 z 0