Koszykówka - Mistrzostwa Świata U17
12/07/2010 - 20:43 - Aktualizacja 13/07/2010 - 00:48Środkowy srebrnych Polaków: Nie mogłem spać przed finałem

Wychowanek Katarzynki Toruń Przemysław Karnowski na mistrzostwach świata do lat 17 był podkoszową ostoją reprezentacji Polski. W Hamburgu notował przeciętnie 14,5 punktu, 11 zbiórki i 2,5 asysty na mecz, a organizatorzy wybrali go do pierwszej piątki turnieju.
Mimo to, mierzący 213 cm zawodnik do swoich kolegów z seniorskiego zespołu, do niedawna zwracał się "per pan". Ze srebrnym medalistą mistrzostw świata rozmawia Adam Wall.
Co czuje zawodnik, który zdobył mistrzostwo świata do lat 17 w Hamburgu?
- Przede wszystkim radość, bo mimo wszystko nie spodziewaliśmy się tego sukcesu. Wierzyliśmy w niego, ale to nie to samo. Przeszliśmy ciężką drogę, którą chcemy dalej kontynuować. Wszyscy jak jeden mąż nie obawiamy się ciężkiej pracy!
Wyjeżdżając z Polski zakładaliście walkę o jak najlepsze miejsce, być może medal. Podczas turnieju nie pojawiło się zmartwienie, że możecie nie zrealizować tego planu?
- Nie można wątpić w to, co się robi. Zwłaszcza w takim momencie jak mistrzostwa świata. Trzeba wierzyć w zwycięstwo. Na szczęście żaden z członków ekipy ani przez moment nie zwątpił w sukces.
Po historycznym awansie do finału koledzy z reprezentacji mieli problem z zaśnięciem w hotelu. Ciebie też on nie ominął?
- Mnie też to dopadło. Przed finałem spałem zaledwie trzy, góra cztery godziny. Dopiero po nim mogłem się wyspać. Emocje długo z nas nie schodziły, do tego do hotelu wróciliśmy dopiero po północy. Sukces kosztuje sporo sił (śmiech).
Wszyscy członkowie kadry bardzo chcieli rozegrać mecz z reprezentacją Stanów Zjednoczonych. Spełniło się więc wasze marzenie?
- Oj tak, chcieliśmy z nimi zagrać. Zobaczyć jak to jest, bo wszyscy komplementowali ich za styl gry, atletyzm i skoczność. Chcieliśmy sprawdzić to w bezpośredniej konfrontacji. Niestety nie zagraliśmy na sto procent swoich umiejętności, chociaż bardzo chcieliśmy. Naszą bolączką była zbyt duża liczba strat.
Wspominasz o atletyźmie i sile fizycznej Amerykanów. Ciężko było walczyć z nimi o zbiórkę pod koszem?
- Nie byli ode mnie silniejsi, ale mieli bardzo dobrą koordynację. Do tego niemal każdą akcję próbowali kończyć wsadem. Ich skoczność robi wrażenie.
Zostałeś wybrany do pierwszej piątki turnieju, ale ze swojej dyspozycji nie byłeś zadowolony. Dlaczego?
- Bo zawsze mogłem zagrać lepiej. Wiem, że jeszcze sporo pracy przede mną, dlatego nie można spocząć na laurach.
Byłeś jedynym zawodnikiem srebrnej kadry, który na co dzień trenuje pod okiem własnego ojca. Ciężko było sprostać wymaganiom taty?

- Nie jest łatwo, bo tata stara się wymagać ode mnie dwa razy więcej niż normalnie egzekwuje od innych zawodników. Na taryfę ulgową nie mogę więc liczyć, ale to motywuje mnie do jeszcze cięższej pracy, bo za każdym razem chce udowodnić, że zasługuję na miejsce w składzie.
W ostatnim sezonie reprezentowałeś barwy drugoligowego SIDEnu Toruń (de facto trzecia liga), ale kolegów z zespołu określałeś mianem "per pan". Teraz zwracasz się do nich już po imieniu?
- Jestem już pełnoprawnym zawodnikiem drużyny, dlatego nie ma już między nami dystansu. Wcześniej z racji różnicy wieku był. Teraz ze wszystkimi koszykarzami mam bardzo dobre relacje, a od całego zespołu otrzymywałem gratulacje.
Jeszcze przed mistrzostwami świata mówiło się, że Przemkiem Karnowskim zainteresowana jest hiszpańska Barcelona, gdzie swego czasu pojawiłeś się na testach. Teraz niektórzy komentatorzy wymieniają twoje nazwisko w kontekście draftu do NBA. To ci nie przeszkadza?
- W Hamburgu starałem się o tym nie myśleć, bo chciałem wyczyścić głowę, w celu osiągnięcia zamierzonego celu. Teraz przyszedł jednak czas refleksji. Trzeba będzie usiąść na spokojnie w domu i pomyśleć, co dalej.
Tę decyzję podejmiesz sam, czy też przy wsparciu rodziców?
- Decyzję podejmę ja, ale na pewno skonsultuje ją z rodzicami. Tak już zostałem wychowany.








You are logged in as administrator
Komentarze
Odśwież
1 Do 1 z 1