Koszykówka
21/09/2009 - 10:37Chłodnym okiem: Knykieć pożytku z najemników
W historii świata zaciężne armie nie mają dobrej opinii. I trudno się dziwić, kazały sobie słono płacić, miejscowych traktowały jak ludzi drugiej kategorii, wierzgały wobec najemców.
Niestety, niektórzy opuszczali lekcje historii, więc dlatego żaden z szefów (właścicieli, prezesów, itp.), koszykarskich ligowych drużyn w Polsce nie wyciągnął nigdy wniosków. A gdyby nie brzydził się historią, wiedziałby jak wielki błąd robi, zatrudniając niemal wyłącznie najemników.
A tak polskie drużyny, głównie męskiej koszykówki, a ostatnio także żeńskiej, są tylko z nazwy polskie. Czy Prokom Trefl Sopot, systematycznie grający w Eurolidze poza nazwą miał coś wspólnego z Polską? Pytanie właściwie retoryczne, bo Dylewicz i Wójcik, grywający drugoplanowe role byli jedynymi krajowcami w tym zespole. Różne Pacesasy, Masiulisy, Andersony, Jagodniki i inni całkowicie władali rzekomo polskim zespołem i nie pozwalały na parkiet wchodzić Polakom. Podobnie było zresztą w Anwilu, wcześniej w Śląsku Zepterze, w Turowie, a nawet zespołach z dolnej strefy tabeli polskiej ekstraklasy.
Nie mam wątpliwości, najemnicy wysokiej klasy są potrzebni, od nich można się wielu rzeczy nauczyć, podnoszą wartość drużyny. Rozumieją to w siatkówce, więc grają u nas Antiga, Heikinnen i inne gwiazdy. Ale o obliczu polskich zespołów w siatkówce, podkreślam polskich zespołów, decydują krajowcy. I dlatego siatkarze są mistrzami Europy, a koszykarze nie awansowali nawet do grona najlepszych ośmiu zespołów. Z zawodników, którzy siedzą na ławkach rezerwowych nie da się zbudować reprezentacji. Muszą grać, zdobywać doświadczenie, walczyć z najlepszymi. Z polskich koszykarzy obycie w świecie mieli Gortat, siedzący na ławce z powodu kontuzji Wójcik i może jeszcze zdecydowanie przereklamowany Lampe. Panowie prezesi i im podobni przegięli pałę zdecydowanie. Stąd reszta Polaków w reprezentacji była mocno przestraszona gdy wychodziła na parkiet, czemu przecież trudno się dziwić. Brakowało im wiedzy co mogą zrobić rywale, jak należy z nimi walczyć itd.
Mam nadzieję, że mecze mistrzostw Europy nauczyły czegoś „wierchuszkę” polskich klubów. Oczywiście, że Hiszpanią czy Serbią nagle się nie staniemy, ale szerokie spojrzenie na wydarzenia na parkietach coraz ładniejszych polskich hal, mogłyby czegoś tych ludzi nauczyć. A wtedy awans reprezentacji Polski do najlepszej ósemki następnych mistrzostw na Litwie byłby bardzo prawdopodobny. Może Polska zagrałaby wówczas w kmicicowskiej Olicie, co byłoby wyjątkowo fajnym wydarzeniem…









Komentarze - Knykieć pożytku
Od 0 Do 0 z 0