Koszykówka - EuroLeague
28/10/2010 - 12:02 - Aktualizacja 28/10/2010 - 14:31Pacesas: Jesteśmy jak królik doświadczalny

- Myśleliśmy, że władze Tauron Basket Ligi pozwolą nam dołączyć do ekstraklasy dopiero po 15 stycznia. Tak się jednak nie stało i teraz mamy niesamowity natłok meczów. To jest dla nas taki próbny sezon. Jak to będzie, tego nie wie nikt – mówi eurosport.pl trener Asseco Prokomu Tomas Pacesas.
Z Tomasem Pacesasem, trenerem Asseco Prokomu rozmawia w Gdyni Krzysztof Srogosz.
Drugi mecz w Eurolidze i druga porażka. W środę przegraliście z mistrzem Hiszpanii Caja Laboral 73:80. To było mimo wszystko dobre spotkanie w wykonaniu Pana zespołu?
Z niektórych elementów jestem zadowolony, a z niektórych nie. Bardzo dobrze, że w drugiej połowie nie popełniliśmy żadnej straty. Ważne, że ani razu się nie poddaliśmy, nawet gdy rywale mieli przewagę ponad 10 punktów. Cały czas szukaliśmy swojej szansy. Szwankuje jeszcze gra zespołowa. Za mało podajemy, za rzadko szukamy lepiej ustawionych partnerów. Ale mamy wielu nowych ludzi i musimy nad tym popracować. Brakowało zbiórek. Ogólnie jednak uważam, że mecz toczył się w miarę wyrównanie. Siedem punktów to nie jest jakoś bardzo dużo. Jasne, że brakuje nam tego zwycięstwa, ale nie mam specjalnych pretensji do chłopaków. Trochę na początku byli zestresowani i dlatego pojawiło się tyle strat.
No, ale to był dopiero drugi występ w Eurolidze. Tragedii zatem chyba nie ma?
Jasne, że nie. Tragedii nie będzie. Jak będziemy tak grali, to nie będzie źle nawet, gdy będziemy przegrywali. My musimy pracować na pewien poziom, do którego jesteśmy w stanie dojść. Czasu mamy mało. Ale przecież dwa lata temu jak przyszli do nas Logan i Woods to wygraliśmy tylko dwa razy w fazie grupowej, a i tak szczęśliwie awansowaliśmy do Top 16. Teraz z takim osiągnięciem ciężko będzie wyjść z grupy.
Mówi Pan o braku zgraniu. W sobotę zmierzycie się u siebie z Kalevem Tallin. Spokania w Lidze VTB są taką okazją?
Nie mamy wyjścia. My musimy właśnie zgrywać się przez mecze. Mamy ich dużo i wszystkie są o stawkę, a te w ramach Euroligi szczególnie. Muszę dawać wszystkim szanse zaprezentowania się, bo tylko tak każdy może czuć grę.
A jak Pan patrzy na Bobby Browna i J. R. Giddensa, to uważa Pan, że mogą zastąpić Logana i Woodsa?
Brown na pewno jest takim koszykarzem. Jeśli chodzi o Giddensa to on jeszcze odczuwa skutki kontuzji i nawet nie było wiadomo do końca czy zagra w środę. Odczuwa bóle w mięśniach. Bobby jest bardzo utalentowany, ale musi wejść jeszcze w system.
Zawiódł Daniel Ewing, który przecież miał być ostoją zespołu.
Faktycznie w środę go zabrakło. Spodziewam się po nim bardziej wyrazistej i mocniejszej gry, jak to pokazał w meczu z Chimkami. Także nie było widać Ratko Vardy. Na wyjeździe spisali się o wiele lepiej. Nie wiem czemu. Może trochę publiczność tak na nich zadziałała? Ale z drugiej strony Daniel gra u nas trzeci rok, a Ratko drugi. Ewing jest kapitanem zespołu i musi więcej brać na siebie. Ale lider musi sam wyjść z drużyny. Mamy wielu nowych chłopaków. Szkoda, że tak późno przyjechali. Ale na to wpływu nie miałem.
Ma Pan w zespole mnóstwo koszykarzy, bo aż 25. Jest w nim 10 obcokrajowców. Daje radę Pan to wszystko ogarnąć?
Staram się. To jest dla nas taki próbny sezon. Jesteśmy takim królikiem doświadczalnym. Jak to będzie, tego nie wie nikt. Jest dużo meczów, zbyt dużo. Mamy mnóstwo ważnych spotkań i to jest dla nas bardzo niewygodna sytuacja. Gdybyśmy wcześniej wiedzieli, że władze Polskiej Ligi Koszykówki nie zgodzą się na to, abyśmy nie grali w niej do stycznia, to nie wiem czy występowalibyśmy w VTB. Moglibyśmy na przykład rozłożyć jakoś te spotkania, aby nie było teraz takiego natłoku. Sądziliśmy, że władze PLK pozwolą nam grać w VTB do 15 stycznia i dopiero wtedy zaczęlibyśmy mecze w naszej ekstraklasie. Teraz jednak wszystko tak się skumulowało, że nie mamy praktycznie czasu na nic.
Nie boi się Pan zgrzytów w zespole?

Raczej takich nie powinno być. Podpisaliśmy wiele kontraktów z polskimi zawodnikami , którzy byli wolni i nikt ich nie chciał. Daliśmy im pracę w zespole mistrza kraju. Mają wszystkie warunki do trenowania. Każdy ma możliwość podnoszenia poziomu i szanse na występy. Ale pierwszy mecz ligowy w Zielonej Górze pokazał, że ten poziom nie jest jeszcze wystarczający i zawodnicy muszą wykonać wiele pracy. Każdy wiedział, po co przychodzi do naszego klubu i na jakich warunkach. Wszystko jest normalnie.
Miło było spotkać ponownie Davida Logana?
Naturalnie. Bardzo się cieszę, że zrobił krok do przodu. Sam byłem przecież zawodnikiem. U nas się wypromował i wszyscy życzmy mu jak najlepiej.
Ale spodziewał się Pan, że on zrobił taką karierę?
Chyba nikt się nie spodziewał, że właśnie ostatniego lata trafi do mistrza Hiszpanii. Chociaż Caja już dwa lata temu proponowała nam za niego pieniądze, ale nie chcieliśmy go sprzedać i został z nami.








You are logged in as administrator
Komentarze
Odśwież
1 Do 1 z 1