Koszykówka - Eurobasket 2011
01/04/2011 - 13:35 - Aktualizacja 02/04/2011 - 13:10Kto najpoważniejszym kandydatem na trenera?

- Reprezentacja formalnie jest, ale merytorycznie jej nie ma. Praca zacznie się dopiero po sezonie i innej ewentualności po prostu nie ma. Selekcjonera będziemy mieli do końca kwietnia - zapowiada w rozmowie z eurosport.pl nowy prezes PZKosz Grzegorz Bachański. EuroBasket zaczyna się 31 sierpnia.
Z prezesem PZKosz, Grzegorzem Bachańskim, rozmawia w Szczyrku Krzysztof Srogosz.
Najważniejsze pytanie. Do mistrzostw Europy na Litwie zostało niespełna pięć miesięcy, a reprezentacja męska nadal nie ma trenera. Do końca marca miał być szkoleniowiec. Dlaczego tak się nie stało?
Szkoleniowca nie ma, bo nie zostały zakończone negocjacje. W tej chwili jest trzech poważnych kandydatów, którzy nie są z Polski oraz jeszcze jeden z naszego kraju. Jestem przekonany, że nazwisko selekcjonera poznamy do końca kwietnia.
A to nie jest tak, że problem z wyborem trenera jest tak duży, ponieważ szkoleniowcy najzwyczajniej w świecie boją się EuroBasketu? Przecież Polska zagra z Hiszpanią, Litwą, Turcją, Wielką Brytanią i z trudnym zespołem z kwalifikacji. Niestety, realne jest pięć porażek.
Oczywiście, że tak i to może mieć znaczenie. Akurat tak się złożyło, że losowanie grup EuroBasketu w Wilnie było dzień po wyborach w PZKosz. Podaż trenerów, chętnych objęcia stanowiska w kontekście tej imprezy spadła i co tu dużo mówić. W negocjacjach od razu pojawia się pytanie, czy to ma być zatrudnienie na tę konkretną imprezę, czy na dłuższy okres. Według mnie trener reprezentacji powinien mieć umowę, na co najmniej 12 miesięcy. A to po to, aby ewentualnie mógł skończyć pracę po mistrzostwach, np. w listopadzie. Teraz oczywiście wiadomo, że na wszystko jest już za późno. Stosuję taktykę, aby nie wpadać w panikę. To, że nie ma teraz trenera kadry, to jest skutek tego, co się działo wcześniej w związku.
Mówi Pan, że chciałby, aby selekcjoner nie bazował tylko na graczach występujących poza Polską, ale zobaczył zawodników z ekstraklasy i I ligi. Jak to ma się stać, skoro ma on zostać wybrany do końca kwietnia, a do tego czasu rozgrywki praktycznie się zakończą?
Tak naprawdę to nie ma znaczenia, kiedy ten kontrakt się podpisze, czy w lutym czy kwietniu. Nie jest możliwe, aby ten trener, np. z zagranicy, którego chcemy wybrać mógł przyjechać na dzień lub dwa, aby kogoś zobaczyć. Wszyscy ci, z którymi rozmawiamy kończą rozgrywki w swoich krajach i nie jest możliwe, aby stawili się teraz do Polski. Oni od razu mówią, że mogą przyjechać i się tym zająć po sezonie. Kadra formalnie jest, ale merytorycznie jej nie ma. Praca z reprezentacją zacznie się dopiero po sezonie i innej ewentualności po prostu nie ma.
Poprzedni prezes PZKosz Roman Ludwiczuk przed EuroBasketem 2009 i eliminacjami do tegorocznej imprezy namawiał do gry w kadrze Marcina Gortata i Macieja Lampego. Pan będzie robił to samo?
Pytanie, czy oni zagrają jest jednym z tych, które zadają wszyscy kandydaci na selekcjonera. Będę z nimi rozmawiał, ale także spotkam się z innymi koszykarzami. To jest kwestia indywidualnych ustaleń. Każdy ma z nich inne cele. Trzeba stworzyć zespół.
Ale ten brak gwarancji przyjazdu Gortata i Lampego może stopować wybór nowego trenera?
Powtarzam. W ramach negocjacji, takie pytania padają. Trenerzy, to są generalnie ludzie, którzy znakomicie znają się na swojej profesji, stare wygi. Każdy z nich zastanawia się, co zrobić. Ja nie chcę jednak mówić, że EuroBasket na Litwie jest dla nas jakimś problemem. Wierzę, że wszystko uda się załatwić na czas. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że koszykarze chcieliby trenera z nazwiskiem.
Chce Pan, aby szkoleniowiec pracował tylko z kadrą?

Nie ma na dzisiaj takiej możliwości. Kadra gra kilka meczów w roku. Przed imprezą ma miesiąc przygotowań, a reszta, to jest praca w klubach. To oczywiście jest pewien problem. Niektórzy kandydaci odsyłali nas do szefów klubów. Jeden z nich powiedział nam, że nie życzy sobie, aby jego szkoleniowiec w okresie EuroBasketu był poza klubem. I nie chodzi tutaj o Zorana Sretenovicia z Polpharmy.
Mówi się, że najpoważniejszym kandydatem jest Bośniak Jasmin Repeša.
To jest poważna i bardzo ciekawa opcja dla rynku polskiego. Rozmowy są zaawansowane. W tej chwili on kończy rozgrywki w Benettonie Treviso. Te negocjacje potrzebują jeszcze czasu. Pojawia się właśnie ten problem, że trenerzy mają teraz inne rzeczy na głowie.
Nie boi się Pan, że jeśli osobie z zagranicy się podwinie się noga, to polskie środowisko trenerskie powie: No tak. Znowu obcokrajowiec był selekcjonerem i znów słaby występ.
Ja nie podchodzę do tego tak, że różnicuje trenerów na zagranicznych i polskich. Ja patrzę na jakość, a nie na narodowość. To jest kwestia drugorzędna. Na dzień dzisiejszy, z jakiś przyczyn nie zobaczymy na zagranicznych rynkach polskich szkoleniowców. A dużo jest Serbów, czy innych trenerów z Bałkanów. Widocznie jest jakiś powód takiego stanu rzeczy. W Polsce też nie ma specjalnie wielu ludzi, którzy mogliby objąć to stanowisko.








You are logged in as administrator
Komentarze
Odśwież
1 Do 2 z 2