Koszykówka - EuroBasket
13/09/2009 - 18:00Szewczyk dla eurosport.pl: Rywale muszą poczuć ból

- Wierzę w nas. Rozmawialiśmy z chłopakami i powiedzieliśmy sobie kilka ostrych słów. Nie może być tak, że grając u siebie wychodzimy na parkiet i oddajemy pole rywalom – mówi eurosport.pl center kadry, Szymon Szewczyk. W poniedziałek gramy ze Słowenią.
Z Szymonem Szewczykiem rozmawia w Łodzi Krzysztof Srogosz.
Co się dzieje z naszą drużyną? Po pierwszych dwóch świetnych meczach teraz przyszły dwie porażki z rzędu. W sobotę ulegliście na inaugurację drugiej fazy Serbii. Już tak nie wierzycie w siebie?
SZYMON SZEWCZYK: Trudno mi powiedzieć. Ja wierzę w nas. Rozmawialiśmy z chłopakami i powiedzieliśmy sobie kilka ostrych słów. Nie może być tak, że grając u siebie wychodzimy na parkiet i oddajemy pole rywalom. My powinniśmy schodzić z boiska z czterema-pięcioma faulami, a przeciwnicy powinni czuć ból.
Mówiło się, że mecz z Serbią będzie najłatwiejszy w drugiej fazie. A tymczasem było inaczej.
- Tutaj nie ma słabych przeciwników. Każdy widział, że jeśli na początku oddamy kilka łatwych punktów z kontrataków, to potem, aby to odrobić musimy się trochę namęczyć. Nikt nie powie przecież: to wy jesteście gospodarzami i rzucajcie sobie skąd chcecie. To my musimy pokazać, to, że my jesteśmy w Polsce i to oni mają się nas bać.
W poniedziałek spotkanie ze Słowenią, która w kapitalnym stylu pokonała Litwę. To może być mecz o wszystko.
- Nie chcę używać tego sformułowania. Niedawno ktoś mówił tak przed spotkaniem piłkarzy. Mecz o honor, o zachowanie głowy na karku. Mnie to nie interesuje, ja myślę tylko o wygranej. Słoweńcy muszą poczuć, że grają z nami, z gospodarzami.
Zaczyna Pan mówić trochę jak Marcin Gortat…
- Ja do Marcina nic nie mam. Na nikim się nie wzoruje. Tylko na moim ojcu, on zawsze grał twardo i ja staram się robić na parkiecie, to samo. Mówię to, co myślę.
W trzeciej kwarcie Polska przegrywała już 40:56 i wtedy na parkiecie pojawili się rezerwowi z Panem na czele, którzy odmienili grę.
- Ok. Zmieniliśmy pierwszą piątkę. Wyszła świeżość zawodników z ławki. Nie będę się zastanawiał, co i jak. Podobnie jak Krzysio Roszyk i Łukasz Koszarek wyszliśmy na parkiet i zacisnęliśmy zęby. Powiedzieliśmy sobie, że to jest nasz mecz i albo robimy to, co do nas należy, albo w ogóle.
Gdy zbliżyliście się w połowie czwartej kwarty na dwa punkty, chyba zaczęliście myśleć, że uda się wygrać?
- Od razu, gdy pojawiliśmy się na parkiecie myśleliśmy o tym, żeby odrobić straty się do rywali. Mieliśmy kilka dobrych akcji w obronie, nieźle funkcjonował też kontratak. Potem, oni dorzucili kilka punktów, a z nas nieco zeszło powietrze. Znowu trener zaczął rotować składem i pojawiliby się rzuty z nieprzygotowanych pozycji, w których nie było nawet faulu. My mieliśmy na koncie pięć przewinień, a Serbowie jedno. Później goście znakomicie potrafili to wykorzystać. Faulowali w odpowiednich momentach, gdy chcieliśmy wyprowadzić szybki atak albo kiedy pojawiała się dobra pozycja. A my zamiast rzutów osobistych mieliśmy tylko piłkę z boku.
Ale i tak warto byłoby, aby Pan i koledzy z ławki grali więcej.
- Ja się nad tym nie zastanawiam. To trener rotuje składem. Ja jestem gotowy wejść na parkiet w każdej minucie, nawet w ostatniej. Jeżeli uważa, że inni zawodnicy powinni grać dłużej, to ja nie mam prawa podważać tej decyzji. Mówię jeszcze raz. Wykonuję polecenia trenera.
Macie strasznie mało rzutów osobistych. Z czego to wynika?
- Trudno powiedzieć. Nie mamy parcia w stronę kosza i do wymuszania fauli. Często oddajemy rzuty w ostatnich sekundach akcji, z nieprzygotowanych pozycji i przez ręce. Przez to mamy bardzo mało rzutów osobistych. Musimy grać twardziej i bliżej kosza.








You are logged in as administrator
Komentarze
Odśwież
1 Do 2 z 2