Koszykówka - EuroBasket
15/09/2009 - 15:26Gortat dla eurosport.pl: Cały czas wierzę

- Nie mamy nic do stracenia. Każdy wie, że gra o swój byt i zapisanie się w historii. Wierzę w pokonanie Hiszpanii i mam nadzieję, że takie same podejście mają także moi koledzy z kadry - mówi eurosport.pl center reprezentacji Marcin Gortat.
Z Marcinem Gortatem rozmawia w Łodzi Krzysztof Srogosz
Przegraliście trzy mecze z rzędu. Porażka w poniedziałek ze Słowenią była poniesiona w najgorszym stylu. Jest jeszcze wiara w wygraną nad Hiszpanią i awans do fazy finałowej?
- Musimy w to wierzyć, i ja wierzę do samego końca. Póki jest jakaś szansa, trzeba walczyć. Widziałem drużynę, która podnosiła się po dwudziestopunktowej stracie w ostatniej kwarcie, w ostatnich minutach. Tak samo wierzę, że my damy radę.
Ale Hiszpania gra coraz lepiej. W końcu to mistrzowie świata.
- Nie mamy nic do stracenia i chcemy się zapisać w historii polskiej koszykówki. Każdy z nas będzie grał o byt do ostatniej chwili. To musi siedzieć w głowach wszystkich reprezentantów i wierzę, że większość zawodników kadry ma właśnie takie podejście. Bo wiedzą, o co się biją.
Smutek był większy w poniedziałek, czy po sobotniej porażce z Serbią?
- Chyba jednak po tej przegranej ze Słowenią. Zwłaszcza na siebie jestem bardzo zły. Wiedziałem, że ten mecz nadejdzie, gdy zagram słabiej, niż na moim zwykłym poziomie. Zacząłem chyba źle wybierać pozycje rzutowe. Niepotrzebnie dałem się podpuszczać Lorbekowi. Grałem wolno i ociężale. Spudłowałem mnóstwo rzutów. Chyba chciałem wymyślić jakiś nowy rodzaj koszykówki. Muszę przeanalizować moją grę, ale nie załamuje się. We wtorek od rana będę trenował, aby zmazać swoje winy.
A co powiedział Wam w szatni trener Katzurin?
- Że nie należy wieszać głów na dół i cały czas walczyć. Przecież nadal mamy szanse awansu. To jest nasz cel, żeby wygrać w środę z Hiszpanią. Trzeba podziękować kibicom, że znowu świetnie nas dopingowali, ale my ich zawiedliśmy. W następnym meczu postaramy się tego nie powtórzyć.
Początek spotkania ze Słowenią był obiecujący. Co się stało dalej?
- W pierwszej kwarcie graliśmy naprawdę dobrze, przede wszystkim w obronie. W drugiej też nie było źle. Każdy z nas chciał zagrać dobrze i pokazać, że umiemy bronić i nagle po przerwie wszystko zmieniło się o 180 stopni. Zaczęliśmy grać obroną strefową z tego względu, że pojawiło się kilku nowych zawodników Słowenii. Chcieliśmy ich trochę zmylić, a po za tym z takiej obrony dobrze się biega do kontry. Mieliśmy nadzieję, trochę zamieszać szyki, ale niestety zaczęliśmy grać w druga stronę. Pojawił się przestój, nikt nie mógł zdobyć punktów i słusznie przegraliśmy ten mecz. Wszystko zaczęło się walić.
Po sobotniej porażce z Serbią Pana ostra wypowiedź, o tym, że niektórym się nie chce, nie pozostała bez odpowiedzi.
- Każdy wziął to bardzo dobrze do serca. Wszyscy chcieli pokazać, ale mecz składa się z 40 minut. To głównie moja wina, że przegraliśmy, ponieważ to ja powinienem ciągnąć zespół. Jeżeli lider oddaje punkty w obronie, a w ataku pudłuje mnóstwo rzutów. Dużą część za tę porażkę biorę na siebie. Teraz przez najbliższe 48 godzin, a na pewno 24 niech każdy zapomni o tym przegranym meczu ze Słowenią. Trzeba wziąć do ręki PlayStation czy X-Boxy i nie myśleć już o tej porażce. Jak ktoś musi, to niech popuka sobie głową o ścianę.








You are logged in as administrator
Komentarze
Odśwież
0 Do 0 z 0