Koszykówka - Eliminacje EuroBasket 2011
18/08/2010 - 14:36 - Aktualizacja 18/08/2010 - 20:12Kadrowicz Griszczuka: Sędziowie chcieli mnie uciszyć

- Każdy stawia przed sobą jakieś indywidualne cele, my też taki mieliśmy - chcieliśmy odrobić straty z pierwszego meczu, choć wiedzieliśmy, że będzie bardzo ciężko. Pozostał pewnie niedosyt, bo byliśmy bliscy wykonania tego planu - mówi eurosport.pl skrzydłowy kadry Łukasz Majewski.
Reprezentacja Polski pokonała Gruzję w eliminacjach do przyszłorocznych mistrzostw Europy w koszykówce, ale do pełni szczęścia zabrakło jedenastu punktów. Na wyjeździe biało-czerwoni przegrali 65:84, zaś w Atlas Arenie było 67:58 dla naszych.
Z Łukaszem Majewskim, rozmawiają w Łodzi Adam Wall i Krzysztof Srogosz
To był Pana najdłuższy mecz w kadrze podczas tych eliminacji. Kilka razy zatrzymał pan najskuteczniejszego w zespole rywali Manuczara Markoiszwiliego, a kiedy przebywał Pan na parkiecie Taurean Green nie trafił ani razu do kosza.
Takie mam zadania w kadrze. Trener chyba docenia to, co robie i z tego powodu gram tyle minut. Ja się tylko z tego cieszę. Staram się to wykorzystywać, ale żałuję, że w ataku to nie jest jeszcze to, co powinno być. Znacznie lepiej by to wyglądało, gdyby wpadła jeszcze jedna trójka.
Z obwodu trafił Pan raz pod koniec trzeciej kwarty, lecz cieszył się po tym rzucie tak, jakby zadecydował o Waszej wygranej.
To był ważny moment. Przez dłuższy czas nie potrafiliśmy zdobyć punktu, a obręcz odbijała nasze rzuty, jakby była zaczarowana. Ta trójka powiększyła nasze prowadzenie do jedenastu punktów i zrobiło się trochę spokojniej. Ja zresztą tak samo cieszę się z każdego naszego sukcesu. Niezależnie czy dobrze robię to ja, czy kolega z drużyny. Na tę chwilę najważniejsze jest jednak zwycięstwo i dwa punkty. Głęboko wierzę w to, że tych małych nie będziemy musieli liczyć.
Nie ma Pan wielkiego doświadczenia w kadrze, ale momentami zachowuje się pan jak weteran tej reprezentacji. Nieustannie pobudza pan kolegów do walki niezależnie, czy siedzi na ławce, czy przebywa na boisku. Zachęcał Pan także kibiców do głośnego dopingu.
Bo pamiętałem, co oni zrobili z nami w Gruzji. W Łodzi sędzia próbował mnie uciszyć, wyhamować, a tam w Tbilisi nikt nikogo nie próbował powstrzymać. Kibice praktycznie skakali nam po głowach, wybiegali na boisko. Chciałem, żeby Polacy pokazali, że też potrafią dopingować. W Atlas Arena grało nam się naprawdę świetnie. Cieszymy się z tego, że kibice nam pomagają. Oby podobnie lub nawet jeszcze lepiej było w Katowicach.
Przed meczem trwała taka mała wojna psychologiczna. Media zastanawiały się, czy zagra Zaza Paczulija, który w Gruzji dał się wam mocno we znaki. Śledziliście te doniesienia?
Nigdy nie słucham takich informacji, bo ze swojego doświadczenia boiskowego wiem, że w przypadku cienia szansy na występ koszykarze robią wszystko, aby pojawić się na boisku. Każdy z nas postąpił by tak samo, tym bardziej, że gramy dla kraju. W ogóle nie brałem więc tego pod uwagę. Tym bardziej, że Gruzinom przegrana większą różnicą jak 19 punktów mocno utrudniała sprawę awansu do litewskiego EuroBasketu.
Jakie założenie na trzy ostatnie spotkanie?
Plan mamy prosty. Chcemy wygrywać każdy mecz i odrobić straty z Bułgarii. Jeśli nam się to uda, będzie dobrze.








You are logged in as administrator
Komentarze
Odśwież
0 Do 0 z 0