Koszykówka - Eliminacje EuroBasket 2011
30/08/2010 - 20:58 - Aktualizacja 30/08/2010 - 21:17Trenerze Griszczuk. Podaj się do dymisji!

Polscy koszykarze mieli wielką szansę bezpośredniego awansu do mistrzostw Europy. Przegrali jednak w Antwerpii z Belgią i została im tylko przyszłoroczna walka w barażach. Oby tylko odbyła się bez Igora Griszczuka. Szkoleniowiec nie poradził sobie w tej roli i musi odejść. Nie ma innej opcji.
Podopieczni Griszczuka nie potrafili ani razu zwyciężyć na wyjeździe. Dwa wcześniejsze spotkania przed tym niedzielnym mogli spokojnie wygrać (z Bułgarią - ulegli czterema punktami i Portugalią - jednym) i wtedy wszystko wyglądałoby inaczej. Podobnie było w Belgii, gdzie Polacy rzucili trzy punkty mniej.
"Biało-czerwoni" przegrali te mecze, bo selekcjoner nie umiał w odpowiedni sposób reagować na wydarzenia na parkiecie i to wiele razy. W Sofii nie wiedział, co zrobić, aby zatrzymać Filipa Widenowa. Bułgar praktycznie sam w ostatniej kwarcie odrobił kilkunastopunktową stratę swojego zespołu.
W takich momentach najlepszym rozwiązaniem jest przerwa na żądanie, aby wybić trafiającego gracza z rytmu albo skierowanie przeciwko niemu najlepiej broniącego koszykarza, który kilka razy ostro by go powstrzymał. Wiem, że to może nie jest najbardziej fair pomysł, ale często to jedyne rozwiązanie. Trzeba było po prostu takiego Widenowa sfaulować, wsadzić mu kilka łokci itd. Tak się robi na całym świecie. Griszczuk nie zrobił nic.
Tak właśnie w niedzielę grali przeciwko Polakom Belgowie. Marcin Gortat i Thomas Kelati zostali bardzo ostro sfaulowani przez jednego koszykarza - Roela Moorsa. To ich na pewno nieco wkurzyło i to chodziło gospodarzom. Czemu, ani razu, tak nie mogli zareagować Polacy? Nie sposób odpowiedzieć. Za to z Portugalczykami nikt nie przegrał, tylko my. Dlaczego? Bo Griszczuk nie umiał odpowiednio zmotywować zawodników i wytłumaczyć im, że nawet z takim zespołem trzeba walczyć na całego.
Niedzielne spotkanie w Antwerpii było "popisem" selekcjonera. Po pierwszej, znakomitej kwarcie nasi prowadzili wysoko. Później zaczęło się wszystko sypać, a Białorusin i tak nie brał czasu. Nie robił też praktycznie zmian, a przecież nasi najlepsi koszykarze byli strasznie zmęczeni.
Na początku drugiej połowy Belgowie szybko odrobili straty. Rzucili dziesięć punktów z rzędu i co? I nic! Griszczuk ganiał tylko przy linii. Zawodnicy zaczynali się denerwować, a trener nie brał czasu. Nawet najmłodszy adept szkoły trenerskiej zachowywałby się lepiej. W końcówce sami gracze wzięli sprawy w swoje ręce i wyszli na prowadzenie. Później jednak przegrywali 67:70 i wtedy trener (prawdopodobnie) poprosił o przerwę. Nic jednak nie wymyślił. Dardan Berisha bezsensownie wchodził pod kosz. Akcja była nieprzygotowana.
Kilka dni temu pojawiła się informacja, że 46-letni trener zostanie z reprezentacją bez względu na wynik eliminacji. Teraz jednak prezes PZKosz nieco zmienił zdanie.
- Nic nie jest przesądzone. Myślę, że pewne rozwiązania w meczu z Belgami, które powinny być zastosowane, nie były. Gdy prowadziliśmy różnicą czterech punktów może trzeba było wziąć czas, uspokoić gorące głowy, dać trochę tlenu - mówił w niedzielę Roman Ludwiczuk.
- PZKosz musi być solidarny z nami i pomóc nam zbudować wielki zespół. Potrzebujemy wielkiego autorytetu, który będzie nami kierował - dodawał za to Marcin Gortat.
Ta wypowiedź jasno wskazuje, że nie ma chemii między Griszczukiem, a koszykarzami. Na trenera narzekał kapitan Filip Dylewicz, który wychodził na parkiet tylko sporadycznie. Zmiana jest niezbędna. Pytanie tylko, kto będzie chciał objąć nasz zespół po takich eliminacjach?
Z prezesem PZKosz nie udało nam się dziś skontaktować.
A jakie jest Wasze zdanie? Griszczuk ma zostać czy odejść?








You are logged in as administrator
Komentarze
Odśwież
5 Do 14 z 14