Kolarstwo
06/02/2012 - 14:14 - Aktualizacja 06/02/2012 - 14:41Tomasz Jaroński o wyroku dla Contadora: Paranoja!

- Najbardziej idiotyczny jest czas reakcji. To tak jakby człowiek podejrzany o kradzież w sklepie dalej był zatrudniany w tym samym sklepie jako ochroniarz. Paranoja - komentuje dzisiejszy wyrok w sprawie Alberto Contadora ekspert kolarski Tomasz Jaroński.
Trybunał Arbitrażowy ds. Sportu uznał, że Contador jest winny stosowania dopingu. Na kolarza nałożona została dwuletnia dyskwalifikacja. Sprawa jest jednak o tyle zawiła, że czas jej obowiązywania liczony jest wstecznie. Wszystko, co Hiszpan jeździł i wyjeździł od drugiej połowy 2010 roku uznaje się za niebyłe.
- Byłem pewien, że go uniewinnią, a tu zrobili psikusa - przyznaje Jaroński, który jeszcze dzisiaj na swym blogu napisał:
"Dziś, dosłownie za chwilę, zakończy się opera mydlana "wołowina Contadora". Najpierw zamierzałem czekać na wynik i dopiero do Ciebie napisać, ale pomyślałem sobie, że to nie ma absolutnie żadnego znaczenia. Ci, którzy się zajmowali tą sprawą skompromitowali się doszczętnie, gdy weźmiemy pod uwagę, że cały proces, na różnych szczeblach, trwał półtora roku".
- Zwróćmy uwagę, że przecież w sprawie Contadora przez te półtora roku nie pojawiły się żadne nowe fakty, które miały wpływ na decyzję. Ten czas nie był potrzebny do zbierania wiedzy i nowych dowodów "za" bądź "przeciw", ale został skonsumowany przez działania wynikające z wadliwych procedur - zauważa Jaroński.
- To jest w tym wszystkim najgłupsze, bo uderza w istotę samego sportu i rywalizacji. Jeździli ze sobą bark w bark przez tyle miesięcy, a tu nagle się okazuje, że jeden z nich był nieobecny.
- Jeśli przyjmiemy, że on był oszustem, to jako oszust ścigał się przez półtora roku. Niespodzianka dzisiejszego wyroku bierze się z tego, że wszyscy spodziewali się, że po tak długim czasie nikt nie będzie chciał tworzyć zamieszania i zapadnie wyrok uniewinniający, żeby już dalej nie gmatwać sprawy - twierdzi ekspert Eurosportu.
Jakie byłoby zatem najlepsze rozwiązanie w tej sprawie? - Takowe nie istnieje. Trzeba jednak wyciągnąć wnioski i stworzyć takie procedury, które będą wymuszać podjęcie decyzji w podobnych sprawach w określonym, krótkim czasie. Na przykład w ciągu miesiąca. Podobne rozwiązania da się stosuje się w innych dziedzinach życia i jakoś to działa - proponuje Jaroński.

- Ja rozumiem, że proces dochodzenia do prawdy musi trwać, ale w sporcie takie decyzje powinny zapadać szybciej. Czekanie półtora roku na decyzje jest chore. Przecież człowiek ma określone zarzuty, a przez ten cały czas startuje. Teraz okazuje się, że zostaje zdyskwalifikowany, ale nie będzie mógł jeździć w peletonie praktycznie tylko przez pół roku.
- Z drugiej strony też nie byłoby dobrym rozwiązaniem zawieszenie od razu Contadora z zakazem startów. Przecież gdyby po półtora roku okazało się, że jednak był niewinny, to też mielibyśmy paranoję. Jedyne rozwiązanie na przyszłość, to ustanowienie trybu specjalnego dla rozpatrywania takich spraw.
- Całe to zamieszanie to największa porażka nie Contadora, nie kibiców, nie innych kolarzy, nie UCI, tylko tych, którzy się tą sprawą zajmowali. I to niezależnie od wyroku - uważa Jaroński, który nie chce jednak oceniać słuszności samego wyroku.
- Tutaj myślę nie ma co kombinować. Jeśli uznano, że śladowe ilości klenbuterol znalazły się w organizmie Contadora i wskazywały one na stosowanie dopingu, a do tego, że tłumaczenie Hiszpana jest naciągane, to z takim wyrokiem się nie polemizuje. Trudno coś dodać. Plus jest taki, że wykazano się konsekwencją i Trybunał Arbitrażowy nie przestraszył się podjąć tak trudnej, bo wprowadzającej zamieszania decyzji. Szkoda tylko, że wszystko odbyło się tak późno. Powinno się to zamknąć w ciągu miesiąca albo co najmniej do końca roku, w którym wpadł, czyli do końca 2010 - podkreśla raz jeszcze ekspert.
Co dalej z Contadorem? Czy zamieszanie wokół jego osoby nie przyczyni się do zakończenia kariery? - Wróci. Na pewno. Na dobrą sprawę traci tylko jeden wyścig, czyli tegoroczny Tour de France. Igrzyska nie są dla niego aż tak istotne. Wystartuje we Vuelcie i tyle - przewiduje Jaroński.
- Największy problem będą mieć teraz statystycy. Nie wszystko da się przecież przeliczyć jeśli w wyścigu startuje dwustu kolarzy, a potem się okazuje, że jeden z nich tak jakby nie jechał - zwraca uwagę jeden z najbardziej cenionych ekspertów kolarstwa w Polsce
Tomasz Jaroński i Krzysztof Wyrzykowski w ciągu najbliższych dni zamieszczą szerszy komentarz do sprawy Contadora na swoim blogu .








You are logged in as administrator
Komentarze
Odśwież
42 Do 51 z 51