Kolarstwo - Giro del Trentino
24/04/2010 - 12:55Huzar dla eurosport.pl: Właściwy makaron ma znaczenie

Bartosz Huzarski zajął 23. miejsce w zakończonym w piątek wyścigu Giro del Trentino. Z każdym sezonem pozycja 29-letniego zawodnika w zawodowym peletonie staje się mocniejsza. Z kolarzem grupy ISD Neri rozmawiał w Lago di Garda dziennikarz Eurosportu - Adam Probosz.
Bartek, spotkaliśmy się na tym wyścigu 6 lat temu, kiedy jeździłeś jeszcze w grupie Intel-Action. Miałeś już na koncie kilka sukcesów, ale wciąż byłeś jeszcze po prostu dobrze zapowiadającym się zawodnikiem. Dziś jesteś kolarzem ISD Neri i masz na koncie dwa ważne zwycięstwa w tym sezonie, a najtrudniejszy po Giro d’Italia wyścig we Włoszech jedziesz na równi z najlepszymi. Czym różni się dzisiejszy Bartosz Huzarski od tego sprzed sześciu lat?
BARTOSZ HUZARSKI: Przede wszystkim wiekiem. Już nie mówią na mnie „młody”. A tak na poważnie, to na pewno jestem dziś dużo bardziej doświadczonym człowiekiem i zawodnikiem. Przejechałem wiele wyścigów, wiem jak i gdzie się rozgrywają. To ma ogromne znaczenie. Tak jak tutaj na Trentino, gdzie wszystkie górki po prostu znam, wiem, że za następnym zakrętem jest ciężej, albo lżej. Czasami trzeba przemęczyć się jeszcze 500 metrów i można skończyć podjazd w pierwszej grupie a wystarczy nie znać trasy, by odpuścić te 500 metrów za wcześnie i pożegnać się z marzeniami o dobrym wyniku. Co się jeszcze zmieniło? Trafiłem rok temu do grupy, która pozwoliła mi pojechać pierwszy w moim życiu wielki tour. Start w Giro d’Italia był spełnieniem moich marzeń.
Do takiego startu musiałeś być jednak przygotowany zupełnie inaczej niż do Trentino 6 lat temu.
Na pewno tak, ale to właśnie dała mi jazda we Włoszech. Kolarstwo bardzo się zmieniło, dla mnie szczególnie przez ostatnie dwa lata. W takich grupach jak moja nie istnieje pojęcie potraktowania wyścigu treningowo. Jest mało wyścigów, są kłopoty ze zdobyciem sponsorów i po prostu przy każdym starcie wymagany jest przyzwoity rezultat. Pewnie, że czasami nie wychodzi, ale jest w grupie 20 ludzi i zawsze znajdzie się ośmiu dobrze przygotowanych w danym momencie.
Pamiętam, że kiedyś sam układałeś sobie plany treningowe, jeździłeś bardziej na wyczucie. Jak wygląda to teraz?
Przygotowuję się zupełnie inaczej niż kiedyś. Przede wszystkim wspólnie mieszkamy w okolicach San Baronto w Toskanii i razem jeździmy na treningi. No a przed każdym wyścigiem po prostu żyję jak kolarz, czyli dieta, treningi i odpoczynek. Dziś żeby osiągnąć wynik, trzeba się całkowicie poświęcić temu, co się robi. A same treningi? Najpierw telefon, o której spotykamy się w barze, bo mamy w San Baronto taki kolarski bar, gdzie zwykle pijemy kawę. Później wyjeżdżamy całą grupą, robimy jeden, drugi podjazd za samochodem, wszystko w tempie wyścigowym, bo tylko takie tempo pozwala się właściwie przygotować do kolejnych startów. Po treningu można pójść na masaż, bo masażyści także mieszkają w okolicy. W tym roku styczeń, luty spędziłem na treningach we Włoszech a przed startem w Malezji pojechałem na tydzień do Polski. W tym napiętym planie muszę znaleźć czas dla rodziny, która jest najważniejsza. Mój syn Błażej jest jeszcze za mały, by zabierać go do Włoch, a Marta ma pracę w Polsce, której nie chce zostawić.
Miałeś przez te 6 lat momenty zwątpienia?
Pewnie, że tak. Wiesz, że nieraz w Polsce bywało ciężko, brakowało pieniędzy, sprzętu, wyścigów. Wtedy człowiek ma wszystkiego dosyć i zastanawia się, czy jest sens tak się męczyć. Jednak nigdy nie miałem dosyć kolarstwa, raczej wszystkich problemów, które były dookoła. Od dwóch lat mogę jednak skoncentrować się tylko na kolarstwie i jak widać, od razu przynosi to wyniki.
W tym roku tylko Ty i Visconti odnosicie zwycięstwa dla swojej grupy, czy to wpływa na twoją pozycję w ekipie?
Oczywiście, dzisiaj jest dużo mocniejsza niż wcześniej. Nie ma poganiania do zabierania się w ucieczki, czy ciągłego wzywania do pomocy innym. Oczywiście, kiedy Visconti przyjedzie na Apenino czy inny wyścig będę mu pomagał, bo wiadomo, że grupa musi jechać na najmocniejszego.
Celujesz w jakieś konkretne wyścigi?
Nie, bo wtedy zawsze nic z tego nie wychodzi. Nie umiem jeździć pod presją, nie mógłbym startować jako lider ekipy. Tak było w ubiegłym roku z Tour de Pologne. Przygotowywałem się naprawdę solidnie, trenowałem w Zieleńcu i czułem, że jestem mocny. A wynik jaki był, sam widziałeś. Najlepiej idzie mi wtedy, kiedy działam spontanicznie.
Zastanawiałeś się po Tour de Pologne co się stało, mówiłeś, że musisz zrobić badania, by znaleźć przyczyny kryzysu. Jakie były wyniki?
Okazało się, że mam jakieś kłopoty z glikogenem. To wszystko w dużym stopniu kwestia diety. Nawet nie zdawałem sobie sprawy, jak istotny może być każdy szczegół. Okazało się, że nawet takie rzeczy jak jedzenie orzechów czy rodzynek, albo używanie odpowiedniej oliwy i dobieranie właściwego makaronu mają znaczenie. To są te małe procenciki, które w sumie potrafią powiedzmy o 15% poprawić lub osłabić twoją formę.
Wystartujesz w tegorocznym Tour de Pologne?
Jeśli tylko dostanę zaproszenie do kadry, to oczywiście tak, ściganie w Polsce jest dla mnie bardzo ważne. Uważam, że w Tour de Pologne i w Mistrzostwach Polski po prostu trzeba wystartować.








You are logged in as administrator
Komentarze
Odśwież
1 Do 1 z 1