Kolarstwo - Giro d'Italia
22/05/2011 - 09:00 - Aktualizacja 22/05/2011 - 12:08Niemiec dla eurosport.pl: Własne ambicje na bok

Przemysław Niemiec nie przestaje zaskakiwać. W sobotę Polak ukończył morderczą wspinaczkę na Monte Zoncolan na 13. miejscu, dzięki czemu awansował do pierwszej "20" klasyfikacji generalnej Giro. - Nie spodziewałem się, że będzie tak dobrze - powiedział kolarz grupy Lampre w rozmowie z eurosport.pl.
Z Przemysławem Niemcem, zawodnikiem Lampre-ISD i prawą ręką Michele Scarponiego, rozmawiał Bartosz Rainka.
Gratuluję 13. miejsca na Monte Zoncolan. Taki wynik musi budzić szacunek. Na brak formy nie może pan chyba narzekać?
PRZEMYSŁAW NIEMIEC: Czuję się bardzo dobrze, właściwie na nic nie mogę narzekać. W sobotę po raz pierwszy przejechałem Zoncolan. Przed rokiem miałem okazję komentować ten etap w Eurosporcie, a teraz sam mogłem się przekonać, jak trudna jest to góra. Wczorajszy dzień i bez Monte Crostis był bardzo wymagający.
No właśnie. Czy brak Monte Crostis pokrzyżował w jakikolwiek sposób plany panu i całej ekipie Lampre-ISD?
Nie. Etap i bez Crostis był trudny. Pokonaliśmy 4 tys. metrów przewyższenia. Tymczasem pod koniec dnia pogoda zaczęła się psuć. Na ostatnich kilometrach zaczął padać nawet grad. Na samej mecie lał już ulewny deszcz. Wolę nie myśleć, co w takich warunkach działoby się na Crostis. Wszyscy faworyci i tak planowali powalczyć dopiero na Zoncolan.
Dla pana etap ułożył się chyba dobrze. W peletonie najpierw pracowali kolarze Saxo Bank, potem tempo dyktowali koledzy Vincenzo Nibalego z Liquigas.
Nasza taktyka zakładała spokojną jazdę do ostatniej góry. Moim zadaniem było rozpoczęcie podjazdu na Zoncolan razem ze Scarponim w czołówce peletonu. Potem mieliśmy czekać na rozwój wydarzeń na trasie. W pewnym momencie trochę mu pomogłem, wszystko więc poszło tak, jak założyliśmy sobie na odprawie.
Jak układa się współpraca między Michelem Scarponim a panem?

Dobrze, nawet bardzo dobrze. Znamy się już od kilku lat. Wcześniej, gdy jeździliśmy w innych grupach, często ze sobą rozmawialiśmy. Współpraca układa się wzorowo. Mam nadzieję, że zaowocuje świetnymi wynikami.
Scarponi chyba nie mógł doczekać się lepszego pomocnika na tak trudny wyścig?
Bardzo się cieszę, że jestem w stanie pomóc mu w najważniejszych momentach. Mam nadzieję, że siły mnie nie opuszczą w ostatnim tygodniu i będziemy walczyć do końca.
Czy spodziewał się pan, że po 14 etapach będzie pan w drugiej dziesiątce klasyfikacji generalnej?
Nie. Najdłuższy wyścig, jaki do tej pory jechałem to Wyścig Pokoju. Było tam bodajże nie więcej niż dziewięć etapów. Tu mam na razie w nogach 14 dni ścigania i widzę, że nie jest tak źle. Ciekawe, jak będę się czuł po niedzielnym etapie? Zapowiada się makabrycznie.
Czy powstał już jakiś plan na niedzielny etap z metą w Gardeccia-Val di Fassa?
Jeszcze nie. Odprawa będzie dopiero w autobusie, tuż przed startem.
Czy ma pan jakieś indywidualne cele na pozostałą część wyścigu, czy też absolutnym priorytetem będzie pomoc dla Scarponiego?
Cała moja jazda podporządkowana będzie dobremu wynikowi Scarponiego. Takie były ustalenia przed rozpoczęciem wyścigu i tego będziemy się trzymać. Własne ambicje trzeba na razie odłożyć na bok.
Odrobienie czterech minut do Contadora wydaje się niemożliwe, patrząc jak Hiszpan radzi sobie w górach. A czy jest jakiś pomysł na zgubienie gdzieś po drodze Vincenzo Nibalego i Igora Antona?
Trudno powiedzieć. Decydujący może być niedzielny etap - 230 km i 5500 tys. metrów przewyższenia. W nogach mamy już dwa trudne górskie odcinki, które pokonaliśmy w mocnym tempie.








You are logged in as administrator
Komentarze
Odśwież
1 Do 5 z 5