Kolarstwo - Giro d'Italia
28/05/2009 - 12:03Szmyd: Czułem, że pojadę super!

17. etap Giro d’Italia zakończył się ogromnym sukcesem grupy Liquigas. Pierwszy linię mety na szczycie Blockhaus minął Franco Pellizotti, odnosząc tym samym premierowe etapowe zwycięstwo dla grupy Sylwestra Szmyda w tegorocznym wyścigu. Aż trzech kolarzy Liquigas zajęło miejsca w czołowej siódemce.
Zwycięstwo „Delfina” nie byłoby możliwe, gdyby nie znakomita postawa polskiego zawodnika. Szmyd postanowił zaatakować już na samym początku morderczego podjazdu, kończącego środowy etap. Ten manewr podporządkowany był późniejszej ucieczce Pellizottiego, który wkrótce dołączył do Polaka. „Gregario supersonico” przez kilkaset metrów „wciągał” jednego z dwójki liderów Liquigas pod górę, a następnie, po perfekcyjnie wykonanym zadaniu, powrócił do grupki liderów. Od tego momentu „Pelli” mógł już jechać do mety swoim równym tempem i specjalnie nie zwracać uwagi na liczne zrywy i szarpnięcia, do których dochodziło później za jego plecami.
- Tak jak dwa dni temu rano wiedziałem, że nie pojadę dobrze, tak w środę byłem wręcz pewny, że będzie super – napisał Sylwester Szmyd na swoim blogu. - Miałem skoczyć, jak skoczyłem, na najcięższym odcinku, na który zresztą wjechałem tak mocno, jak mogłem. Mój zryw przypłaciłem zresztą chwilę później. „Pelli” miał skoczyć tuż po mnie. Franco był wielki, założenia taktyczne okazały się doskonałe – dodał.
Mocne szarpnięcie i pomoc przy ucieczce „Delfina” spowodowała, że Szmyd potrzebował chwili „oddechu”. Polak nie był w stanie zareagować na zryw Danilo Di Luki (LPR Brakes), który za wszelką cenę chciał zgubić prowadzącego w wyścigu Denisa Mienszowa (Rabobank). Chwilę później w pogoń za liderami skoczył Carlos Sastre, jednak Szmyd na ten atak był już gotowy. Tempo Hiszpana wytrzymał jedynie Polak i Gilberto Simoni, później do trójki dołączył jeszcze jadący wcześniej z przodu, Lance Armstrong. Szmyd pokonał w towarzystwie największych gwiazd światowego kolarstwa niemal cały podjazd.
- Przyznam, że spokojnie kręciłem w mojej grupce. Była to grupa trzech ludzi, którzy wygrali łącznie osiem edycji Tour de France i dwie edycje Giro! Doborowe towarzystwo, biorąc pod uwagę, że meta znajdowała się na szczycie podjazdu – przyznał Szmyd.
To nie był jednak koniec emocji. Polakowi udało się bowiem „ograć” na finiszu wszystkich współtowarzyszy grupki i zająć na mecie doskonałe siódme miejsce.
Kolejny trudny etap Giro już w piątek. Meta 19. odcinka wyznaczona została na szczycie legendarnego Wezuwiusza (długość podjazdu – 13 km, średnie nachylenie 7,4%, maksymalne – 12%).
- W piątek taktyka będzie podobna. Musimy walczyć dalej, pewnie już nie o zwycięstwo, ale przynajmniej o obronę miejsca na podium klasyfikacji generalnej. Dziękuję wszystkim kibicom kolarstwa którzy doskonale rozumieją ten sport i naszą pracę – podsumował Sylwester Szmyd.







