Kolarstwo - Giro d'Italia
02/06/2009 - 13:17Okiem eksperta: Giro 2009

92. edycja Giro była niezwykle emocjonująca. Rywalizację rozstrzygnęły finałowe metry ostatniego etapu. Końcowy triumfator, Denis Mienszow, jako pierwszy w historii wyścigu osiągnął przeciętną prędkość przekraczającą 40 km/godz. O podsumowanie imprezy pokusił się komentator Eurosportu Adam Probosz.
Patrzę na swoje typowania przed Giro i okazuje się, że najlepiej pojechali kolarze, których zaliczałem do grona faworytów. Byli wśród nich Denis Mienszow, Danilo di Luca i Franco Pellizotti. Szkoda, że kraksa tak wcześnie wyeliminowała z walki Christiana Vande Velde. Ostatnim zawodnikiem w tej grupie był Lance Armstrong, ale o nim za chwilę. Moim zdecydowanym faworytem był Ivan Basso. Obserwując go na wcześniejszych wyścigach odniosłem wrażenie, że wraca do swojej najlepszej dyspozycji. Prawda była jednak brutalna dla lidera ekipy Liquigas.

Dwa lata przerwy zrobiły swoje, na dodatek Basso nie zmienił stylu jazdy. Nie potrafił zaatakować w stylu najlepszych górali, jego reakcje były zawsze spóźnione i pomimo ogromnej ambicji, nie był w stanie dotrzymać kroku najlepszym. Podobało mi się jednak to, że praktycznie do końca wyścigu nie rezygnował. To był jego pierwszy wielki tour po dyskwalifikacji i jestem przekonany, że Basso pokaże jeszcze klasę.
Kolejne miejsca w moim typowaniu zajmowali Damiano Cunego i Levi Leiphaimer. O Cunego pisałem wcześniej i zdania nie zmieniam: to po pierwsze kolarz stworzony do wyścigów klasycznych a po drugie, będący na tegorocznym Giro w tragicznej formie. Leiphaimer także zawiódł. Może jednak trochę za wczesne było wejście w sezon na wysokich obrotach? Amerykanin nie tylko nie utrzymywał koła rywali w górach, zawodziła także jego koronna umiejętność samotnej walki z czasem.
Z pozostałych zawodników obecnych na mojej liście dobrze pojechali Stefano Garzelli i Carlos Sastre. Obaj mieli jednak dni kryzysu, które wyeliminowały ich z walki o podium.
No a Armstrong? Może spokojnie zameldować wykonanie zadania. Jestem przekonany, że kandydaci do zwycięstwa w tegorocznej Wielkiej Pętli nie śpią spokojnie po tym, co Amerykanin pokazał w Giro. Jego forma rosła z tygodnia na tydzień i jak powiedział Sylwester Szmyd: do Tour de France będzie jak zwykle znakomicie przygotowany.

No właśnie, mieliśmy w Giro dwóch Polaków i z tego faktu można się tylko cieszyć. Sylwester Szmyd pracował na swoich liderów i to po jego akcji Pellizotti wdrapał się na podium. Polak potwierdził w górach swoje wielkie umiejętności, chociaż jak sam przyznał, były także etapy, na których nie pojechał tak jak chciał.
Bartosz Huzarski przejechał w dobrej formie swój pierwszy wielki tour i gdyby nie skandaliczne dla mnie decyzje dyrektorów ISD, Polak byłby w pierwszej trójce na przedostatnim etapie. Z dobrej strony pokazał się także podczas etapów jazdy na czas. 22 miejsce w Rzymie, po trzech tygodniach ścigania, jest dobrym prognostykiem na przyszłość.

Tegoroczne Giro to także tragedia Pedro Horillo. Kolarz Rabobanku wypadł z drogi na zjazdach i poleciał 60 metrów w przepaść. Błyskawiczna akcja służb medycznych uratowała mu życie i w tej chwili jego stan jest coraz lepszy. Mienszow swoje zwycięstwo dedykował koledze z teamu a na stelażu kroplówki Horillo zawieszona była przesłana przez Rosjanina różowa koszulka. Czy miało to wpływ na jazdę dwukrotnego triumfatora Vuelty? Tego typu motywacje bywają decydujące w kluczowych momentach i być może fragment Maglia Rosa należy do Pedro Horillo.







