•  
  • Login | Rejestracja
Eurosport
KONKURS!
KONKURS!Weź udział w losowaniu 2 biletów na finał kobiet turnieju Rolanda Garrosa
Roland Garros NA ŻYWO
Roland Garros NA ŻYWOOglądaj Roland Garros 2012 na żywo w Eurosport Player
Giro d'Italia w Eurosporcie
Giro d'Italia w EurosporcieOstatni tydzień zmagań w codziennych relacjach NA ŻYWO!

Kolarstwo

13/11/2009 - 21:27 - Aktualizacja 29/05/2010 - 16:37

Boifava dla eurosport.pl: Szmyd późno dojrzał jako kolarz


Davide Boifava jest jedną z największych postaci zawodowego kolarstwa. Jako zawodnik wygrywał etapy Giro d'Italia. Będąc dyrektorem sportowym, odkrywał talenty takich kolarzy jak Pantani, Basso, Chiappucci czy Bartoli. - To zwykłe szczęście - mówi skromnie w specjalnym wywiadzie dla eurosport.pl.

Davide Boifava zapowiadał się na znakomitego kolarza. Już w wieku 22 lat wygrał etap Giro d’Italia z metą w Mirandola a także klasyfikację generalną wyścigu Dookoła Luksemburga. W swoim debiutanckim sezonie w 1969 roku, podczas Trofeo Baracchi, okazał się mocniejszy od legendarnego Eddy Merckxa. Niestety na jego drodze do kolejnych sukcesów stanęły wypadki i kontuzje. Nie mogąc kontynuować kariery zawodniczej, zdecydował się spróbować swoich sił w roli dyrektora sportowego. To był strzał w dziesiątkę. Przez 36 lat pracy z włoskimi grupami kolarskimi wychował i prowadził takich mistrzów jak Marco Pantani, Ivan Basso, Stephen Roche, Claudio Chiappucci, Giovanni Battaglin, Michele Bartoli, Paolo Bettini, a także Polaków – Czesława Langa, Sylwestra Szmyda i Błażeja Janiaczyka.

Z Davide Boifavą, legendą włoskiego kolarstwa i wieloletnim dyrektorem sportowym grupy Carrera, rozmawiali Bartosz Rainka i Irmina Dzyr.

Jaki jest powód Pana wizyty w Polsce?

DAVIDE BOIFAVA: W tym roku byłem już w Warszawie na marcowych targach rowerowych, gdzie reprezentowałem swoją firmę produkującą sprzęt Carrera. Do Polski przyjechałem na zaproszenie Dariusza Banaszka, którego miałem okazję poznać dwa lata temu. Dariusz, który w trakcie swojej kariery ścigał się na sprzęcie marki Carrera, otworzył właśnie w Legionowie swój najnowszy sklep rowerowy i zdecydował się sprzedawać w nim produkty mojej firmy.

Niewielu kolarzy było w stanie doprowadzić do łez samego Eddy Merckxa. Panu ta sztuka się udała. Jakie uczucia Panu towarzyszyły?

Z jednej strony ogromna satysfakcja, a z drugiej przykrość. Przede wszystkim czułem się zaszczycony faktem, że mogłem wystartować razem z Merckxem w Trofeo Baracchi. Miałem zaledwie 21 lat i dopiero zaczynałem swoją przygodę z zawodowym kolarstwem. Z drugiej strony było mi bardzo przykro, gdy patrzyłem jak bardzo Belg męczył się w tym wyścigu. Wiedziałem, że Merkcx dopiero co zakończył trudny wyścig, w którym miał na zjeździe wypadek. Z tego powodu nie mógł być dobrze przygotowany ani fizycznie, ani psychicznie. Trasa wyścigu na czas parami liczyła 120 km. Przez pierwszych 70 km jechaliśmy jak równy z równym, z przewagą trzech minut nad pozostałymi. Ja w przeciwieństwie do niego byłem świetnie przygotowany, a przy okazji moją specjalnością była jazda na czas. Z jego winy przegraliśmy tamten wyścig, jednak bez względu na wszystko pozostaliśmy przyjaciółmi. Rozmawialiśmy na ten temat po imprezie. Eddy mnie przeprosił. Gdy po latach wracamy do tych wydarzeń, śmiejemy się z tego w jak słabej formie wówczas się znajdował.

Karierę zawodowego kolarza zakończył Pan w wieku zaledwie 27 lat. Co stanęło na drodze do dalszego uprawiania sportu?

Już w drugim sezonie moich startów w kolarstwie zawodowym zaliczyłem bardzo niebezpieczny wypadek, podczas którego doznałem urazu głowy. Pozostawałem przez 10 dni w śpiączce. Przy okazji uszkodziłem sobie ścięgna i to do tego stopnia, że musiałem przejść aż cztery operacje, co niestety nie pomogło mi odzyskać formy sprzed wypadku. W efekcie byłem zmuszony zakończyć zdecydowanie przedwcześnie swoją karierę.

Jak to możliwe, że już w wieku 31 lat został Pan dyrektorem sportowym kolarskiej grupy?

W ostatnim sezonie moich startów Angelo Prandelli, przedsiębiorca i właściciel zespołu Inoxpran, złożył mi propozycję przejścia do jego drużyny. Odpowiedziałem mu wtedy, że mam zamiar lada dzień ogłosić zakończenie kariery. Prandelli nie dał jednak za wygraną. Po chwili zadumy stwierdził, że w takim razie muszę spróbować swoich sił w roli dyrektora sportowego jego grupy. No i przyjąłem jego propozycję. To był najszczęśliwszy zbieg okoliczności w moim życiu. Z perspektywy czasu mogę być wdzięczny losowi. Wszystko to, czego nie osiągnąłem jako zawodnik, zrealizowałem jako dyrektor sportowy kolarskiej grupy. W życiu kiedy coś tracisz, zawsze coś zyskujesz. Wszystkie porażki zrekompensowałem sobie późniejszymi sukcesami w zgoła odmiennej roli.

W swojej karierze dyrektora sportowego opiekował się Pan wieloma mistrzami. Który z nich był Pana absolutnym ulubieńcem i dlaczego?

Giovanni Battaglin. To był pierwszy zawodnik, którego doprowadziłem do tak wielkich sukcesów. Razem udało nam się wygrać Giro i Vueltę, a przecież byłem wtedy jeszcze taki młody. Wprawdzie to nie był kolarz, z którym wygrałem najwięcej, jednak to z nim odnosiłem swoje pierwsze sukcesy jako dyrektor sportowy. To dokładnie tak, jak z pierwszą wielką miłością. Ona jest największa i pamięta się ją do końca życia.

Miał Pan również okazję prowadzić Czesława Langa i Sylwestra Szmyda. Czy da się obu tych kolarzy jakoś porównać?

Boifava dla eurosport.pl - Kolarstwo

Czesław Lang był moim sąsiadem. Mieszkaliśmy w tej samej miejscowości i bardzo się przyjaźniliśmy. Znałem cała jego rodzinę. Byłem nawet obecny przy narodzinach jego córki. Dobrze się rozumieliśmy. Uważam, że Polacy i Włosi mają ze sobą wiele wspólnego. Łączy nas podobne podejście do życia i otaczającego świata. Myślicie podobnie jak my, jesteście bardzo uprzejmi. Co do oceny możliwości sportowych Langa – on był genialny na płaskich odcinkach. Natomiast Sylwester jest rewelacyjny w górach. Miałem okazję obserwować jego tegoroczne dokonania w drużynie Liquigas. Świetnie sobie poradził w roli pomocnika Basso. To są jednak kolarze o diametralnie różnej charakterystyce i predyspozycjach.

 

Jak ocenia Pan obecną dyspozycję Sylwestra Szmyda i rozwój jego kariery? Czy stać go będzie kiedykolwiek na walkę o podium wielkich tourów?

Moim zdaniem Szmyd bardzo późno dojrzał jako kolarz. Nie wiem, czy już teraz jest na tyle ukształtowanym zawodnikiem, by odnaleźć się w roli lidera. Mam tu na myśli wyłącznie aspekty psychiczne. Na pewno jednak jadąc w silnej drużynie, u boku świetnego kolarza, jest w stanie wygrywać wyścigi i wróżę mu jeszcze niejeden triumf. Widziałem jego wyczyn na Mont Ventoux. Za tamten występ Szmydowi należy się ogromny szacunek. Świetnie tam pojechał.

R ównież Ivan Basso był w przeszłości jednym z Pana podopiecznych. Czy stać go na powrót na kolarski szczyt?

Ivan ma mentalność zwycięzcy. On jeździ po to, by wygrywać. Jednak nie jestem pewien, czy da radę wrócić do formy sprzed dwuletniej dyskwalifikacji, kiedy to wygrywał Giro i kończył Tour de France na podium. Nie ulega jednak wątpliwości, że wciąż jest wybitnym kolarzem i oczywiście w dalszym ciągu powinien próbować swych sił na szosie.

Co sprawia, że z taką łatwością potrafi Pan wyławiać utalentowanych kolarzy?

Klucz do sukcesu nie istnieje. To zwykłe szczęście. Od zawsze starałem się stawiać na młodzież. Oglądałem wyścigi amatorów i juniorów, gdzie wyszukiwałem moich przyszłych podopiecznych. Mając doświadczenie kolarza zawodowego, który nie tylko wygrywał, ale i ponosił porażki, a co najważniejsze przedwcześnie zakończył karierę, potrafiłem dotrzeć do niemal wszystkich chłopaków. Moje zawodnicze perturbacje sprawiły, że stałem się wrażliwy, empatyczny i bardziej wyrozumiały. Kto był wielkim mistrzem, nigdy nie spełni się w roli dyrektora sportowego. Nie zrozumie kolarza będącego w słabszej formie lub mającego gorszy dzień. Jako zawodnik sięgnąłem wyżyn, ale byłem również i na samym dnie. Kiedy byłem „na fali”, telefon dzwonił non stop. Gdy pojawiły się słabsze wyniki, już nikt nie był mną zainteresowany. Dzięki tym doświadczeniom byłem w stanie skutecznie dotrzeć do psychiki wszystkich zawodników w zespole.

Boifava dla eurosport.pl - Kolarstwo

W tym roku Carrera Podium wypuściła na rynek rower sygnowany imieniem i nazwiskiem Marco Pantaniego. Co wyróżnia ten model spośród innych dostępnych na rynku?

Pomysł stworzenia serii rowerów sygnowanych imieniem i nazwiskiem wielkiego mistrza zrodził się we współpracy z rodzicami zmarłego kolarza. Stworzyli oni fundację Marco Pantaniego, która pomaga młodzieży realizować swoje kolarskie pasje. Młodzi zawodnicy startują w koszulkach z nazwiskiem Pantaniego, oddając w ten sposób hołd zwycięzcy Tour de France i Giro. „Pirat” u mego boku zaczynał swoją karierę, dlatego też czułem się w obowiązku dołączyć do tego projektu i w nim uczestniczyć. Seria „jego” rowerów ujrzała po raz pierwszy światło dziennie w czerwcu tego roku. Na razie prezentujemy dwa modele, ale oczywiście będziemy chcieli naszą ofertę poszerzać. Wprowadzenie na rynek kolejnej kolarskiej marki nie jest łatwe. Nasze działania muszą obejmować każdy szczegół charakterystyczny dla launchu nowego produktu. Potrzeba do tego czasu i kompetentnych osób. Naszą ambicją będzie stworzenie tak szerokiej gamy modeli rowerów Pantani, jak ma to miejsce w przypadku marki Carrera. Przede wszystkim zależy nam jednak na tym, żeby umożliwić młodzieży realizowanie swoich pasji. Dlatego też staramy się aktywnie wspierać fundację. Dzięki jej działaniom aktualnie już dwie młodzieżowe drużyny amatorskie ścigają się na rowerach „Pantani”- jedna we Włoszech, a druga w Anglii.

Eurosport - Bartosz Rainka, Irmina Dzyr
 

You are logged in as administrator

  • Your publications will be displayed as such
  • You can delete abusive comments
  • Your abuse report will banish immediatly the user

Komentarze 

0 Do 0 z 0

Odśwież

Komentarze  
 
Napisz komentarz :
 

Więcej informacji - Kolarstwo

Kolarstwo - Giro d'Italia - Triumf Kreuzigera. Świetna jazda Hesjedala

Czech Roman Kreuziger wygrał 19. etap Giro d'Italia. Na naszpikowanej podjazdami trasie kolarz grupy Astana

Przed 19. etapem - Kolarstwo - Giro d'Italia

Kolarstwo - Giro d'Italia - Kogo lider Giro obawia się najbardziej?

Piątkowy, morderczy odcinek z metą w Val di Fiemme może okazać się kluczowym w kontekście walki o końcowe zwycięstwo.

Kolarstwo - Giro d'Italia - Złość Cavendisha. Dał się wyprzedzić w swojej specjalności

22-letni Włoch Andrea Guardini (Farnese Vini) wygrał w Vedelago po finiszu z peletonu 18. etap wyścigu kolarskiego Giro d'Italia. Drugie mie

Licytacja dla "Cichego" - Kolarstwo

Kolarstwo - Eurosport i naszosie.pl organizują licytację dla rodziny „Cichego”!

Eurosport oraz naszosie.pl organizują aukcję charytatywną, której celem jest pomoc rodzinie przedwcześnie zmarłego Marka Cichosza.