Boks - Adamek - Maddalone
10/12/2010 - 05:37 - Aktualizacja 11/12/2010 - 16:35Widowiskowy Adamek! Poleciał biały ręcznik!

Takiego Tomasza Adamka chcielibyśmy zobaczyć w walce o pas mistrza świata! Na zakończenie 2010 roku "Góral" znokautował Vinny'ego Maddalone. W piątej rundzie z narożnika Amerykanina włoskiego pochodzenia poleciał biały ręcznik.
Vincent "Vinny" Maddalone nie został wybrany Adamkowi przypadkowo.
Po wyniszczających starciach z Chrisem Arreolą i Michaelem Grantem Adamkowi bardzo potrzebna była taka odskocznia, by w spokoju zakończyć tak naprawdę pierwszy rok w wadze ciężkiej.
Amerykanin włoskiego pochodzenia nadawał się do tego doskonale. Z perspektywy Adamka warunki miał idealne. Minimalna różnica wzrostu na korzyść Maddalone, w umiejętnościach już zdecydowana przewaga Polaka. Ale również przez takich rywali Adamek musi się przegryźć w swojej drodze po mistrzostwo świata, które z każdą walką widnieje na horyzoncie coraz mocniej.
Nieco otłuszczony Maddalone, w Nowym Jorku najbardziej znany z prowadzenia knajpy Ringside Bar & Grill, co prawda zapowiadał frontalny atak na rywala od pierwszej rundy, ale nikt tego nie traktował poważnie. Cienia złudzeń nie pozostawiali bukmacherzy. Za każdą złotówkę postawioną na Tomasza Adamka wypłacali stawkę minimalną, czyli grosz. Mniej już nie można.
- Tomek narzuci takie tempo rywalowi, że ten nie będzie wiedział, gdzie jest - zapewniał Roger Bloodworth, trener Adamka. - O kondycję Vinny'ego się nie obawiam. Będzie przygotowany na 20 rund - odgryzał się Nirmal Lorick z obozu Maddalone.

Amerykanin wytrzymał jednak tylko albo aż pięć rund. Adamek od pierwszego gongu w pełni kontrolował przebieg walki. Już po pierwszych minutach było widać, że jest dużo szybszy. Dużo dało dziewięć tygodni treningów z Bloodworthem, w tym osławiona już pajęczyna, czyli praca nad balansem ciała przy rozciągniętych nad głową jak sieć linach. - Wiem, że ciągle muszę pracować nad sobą i uczyć się nowych sztuczek - tłumaczył wprowadzenie tej nowinki do swojego repertuaru "Góral".
Nokaut był tylko kwestią czasu. Pytanie było nie czy, ale kiedy do tego dojdzie.
- Vinny zaczyna krwawić, jak tylko wychodzi z szatni - śmiał się przed walką cutman Polaka Danny Milano. Rzeczywiście, już w drugiej rundzie na głowie Maddalone pojawiło się rozcięcie. Potomek włoskich emigrantów szczękę miał jednak ze stali. Udowodnił to chociażby w starciu z podstarzałym Evanderem Holyfieldem. Choć niemiłosiernie obijany, za nic w świecie nie chciał ustąpić. Poddać musiał go obóz.
Podobnie było w walce z Tomaszem Adamkiem. Maddalone walczył sercem, ale zwyciężył rozsądek amerykańsko-włoskiego narożnika. Początek końca 37-letniego pięściarza nastąpił, gdy ten sam chciał zaatakować Adamka. "Góral" uchylił się i wyszedł z kontrą. Niczym Manny Pacquiao z prędkością światła załadował w jego szczękę kombinację lewy, prawy, lewy i Maddalone wylądował na deskach!
Jeszcze się podniósł, ale nie był to dobry pomysł. Widząc stojącego na nogach z żelatyny rywala, Adamek wyprowadził całą lawinę ciosów i tylko kątem oka patrzył, kiedy sędzia przerwie tę nierówną walkę. W końcu białym ręcznikiem Amerykanina uratował jego trener. Lepiej późno niż wcale.








You are logged in as administrator
Komentarze
Odśwież
1 Do 9 z 9