Boks - Adamek - Maddalone
11/10/2010 - 23:57 - Aktualizacja 12/10/2010 - 09:01W Ameryce śmieją się z Adamka. Dlaczego?

- Miałem w sumie około 40 wolnych dni, więc już starczy. Ale tak naprawdę nie było przecież tak, że nic nie robiłem. Grałem w tenisa, pływałem i biegałem. Nie mogłem dopuścić, aby przez ten czas zardzewieć – mówi w rozmowie z eurosport.pl Tomasz Adamek. 9 grudnia „Góral” walczy z Vinny Maddalone.
Z Tomaszem Adamkiem, rozmawia Krzysztof Srogosz
Walka z Witalijem czy Władmirem Kliczko? Co Pan wybiera?
Nie ma to dla mnie żadnego znaczenia. Każdy z nich szuka dobrych przeciwników. Jestem pewny, że oboma mógłbym stworzyć ciekawe widowiska.
Mówiło się o marcu. Najlepiej w nowojorskiej Madison Square Garden…
Do tego jest jeszcze sporo czasu. Tak naprawdę każdy tydzień może przynieść coś nowego. Wszystko zależy od telewizji HBO. Jeśli ona zdecydują się na wyłożenie odpowiedniej kwoty, to będziemy rozmawiać. Oczywiście kocham sport i boks, ale nie ma co ukrywać, że kasa musi się zgadzać. Powiedziałem, że chcę zostać mistrzem świata, ale kiedy to się stanie nie wiem. Wszystkimi sprawami finansowymi zajmuje się Ziggy Rozalski. Ja w tej chwili szykuje się na 9 grudnia i to jest teraz dla mnie najważniejsze.
No właśnie. Niedawno emocjonowaliśmy się Pana sierpniową walką z Michaelem Grantem, a teraz przygotowuje się Pan do kolejnej. Trochę chyba mało było tego odpoczynku?
Miałem w sumie około 40 wolnych dni, więc już starczy. Ale tak naprawdę nie było przecież tak, że nic nie robiłem. Byłem w Polsce, odwiedziłem rodzinne strony w Gilowicach, wziąłem udział w kilku programach. Nie zapominałem także o kondycji. Grałem w tenisa, pływałem i biegałem. Nie mogłem dopuścić, aby przez ten miesiąc zardzewieć (śmiech). Głównie chodziło o to, aby odpocząć od boksu, bo jego w tym roku mi przecież nie brakuje. Mam za sobą już trzy walki i każda z nich była 12-rundowa.
To spora dawka. A teraz przed Panem jeszcze czwarty pojedynek w 2010 roku. Nie za dużo jak na pierwszy rok w kategorii ciężkiej?
Ludzie się śmieją, że jestem chyba jakimś rekordzistą, ale ja poprostu lubię swój fach. Nie potrafię bezczynnie siedzieć. Ciągnie mnie do treningów i walk. Wolę przygotowywać się w sali gimnastycznej niż nic nie robić. Na dodatek nie jestem jakoś specjalnie zmęczony. Nie muszę zbijać czy zwiększać wagi i to bez wątpienia jest korzystne. W tej chwili ważę około 98-99 kilogramów i jest to dla mnie naturalne. Czuję się dobrze, więc czemu jeszcze nie zawalczyć.
Tak więc radośnie wrócił Pan do zajęć kilka dni temu.

Trenuje od zeszłego poniedziałku i na razie są to 2,5-godzinne zajęcia raz dziennie. Właśnie wróciłem z jednych i jeszcze teraz, po kilkudziesięciu ostro leje się ze mnie pot. Zmęczenie jest spore. Trener Roger Bloodworth wprowadził nowe elementy. Jednym z nich są specjalne małe tarcze, w które trudniej jest trafić. Ale bez wątpienia wyjdzie mi to na dobre. Jestem zadowolony. Wciąż uczę się amerykańskiego boksu, innej techniki i pracy nóg. Ćwiczymy także nad lepszymi skrętami bioder. Dzięki poprawieniu tego będę mógł mocniej trafiać rywali.
A te przygotowania będą się jakoś znacznie różnić od poprzednich?
Nie ma takiej potrzeby. Wtedy wszystko dobrze funkcjonowało, więc teraz powinno być tak samo. Oczywiście jak wspomniałem są nowe rzeczy, ale ja się z tego cieszę, bo chcę się rozwijać.
Vinny Maddalone wydaje się najsłabszym rywalem w tym roku. Też Pan tak myśli?
Ja tak do tego nie podchodzę. Nie lekceważę żadnego przeciwnika. Przecież przed poprzednią walką z Michaelem Grantem wielu ludzi myślało, że Amerykanin będzie dla mnie łatwym celem, a na ringu okazało się coś zupełnie innego. To była bez wątpienia zasługa jego trenera. Teraz dla Maddalone to będzie pojedynek życia i bez wątpienia wyjdzie do niego dobrze przygotowany.
W ŚRODĘ DRUGA CZEŚĆ ROZMOWY Z ADAMKIEM. DOWIESZ SIĘ, CO SIĘ WKRÓTCE STANIE Z JEGO TWARZĄ. ZAPRASZAMY








You are logged in as administrator
Komentarze
Odśwież
1 Do 5 z 5