Biegi narciarskie - Vancouver 2010
19/03/2010 - 09:15Rodzina Marek osaczona w domu jak Polański

- Pamiętacie te obrazki ze szwajcarskiej willi naszego reżysera, co to je w grudniu w telewizji pokazywali? Tam było pełno wozów transmisyjnych i kamer. Nasz ostatni tydzień wyglądał tak samo. Cyrk na kółkach - wzdycha mama Kornelii Marek w rozmowie z "Przeglądem Sportowym".
Rodzina przyłapanej na dopingu biegaczki czuje się zaszczuta. - Zostaliśmy osaczeni we własnym domu. Czujemy się jak... Roman Polański w Gstaad - porównuje matka biegaczki.
- Kamery to nam nawet zaglądały do okien. W telewizji widziałam piętrowe łóżko w pokoju dzieci - dodaje zmartwiona całą sytuacją. Kornelia Marek unika mediów jak ognia. "Kola" zresztą prosiła rodzinę, by więcej nie wypowiadała się w jej sprawie. Biegaczka wszystko wyjaśniła w piśmie do Polskiego Związku Narciarskiego.
- Chcecie wiedzieć, jak się czuje? Jest załamana, dużo płacze i nie może spać po nocach. Myślicie, że ona świadomie skazała się na tak podły los? Sylwia Jaśkowiec miała tylko krew pobieraną, ale próbki moczu od niej nie wzięli. A dlaczego nie sprawdzali Bjoergen? Dlaczego nie przebadali Szwedek? - mnoży pytania siostra "Koli" Agata.
W winę Kornelii Marek nie wierzy też jej klubowa trenerka Aleksandra Pustołka. Obarcza winą ukraińskiego lekarza biegaczki Witalija Trypolskiego. - Ufała mu bezgranicznie. Wygląda na to, że podał jej jakiś specyfik, mówiąc, że to coś innego - przekonuje.









You are logged in as administrator
Komentarze
Odśwież
3 Do 12 z 12