Biegi narciarskie - Vancouver 2010
24/03/2010 - 12:53Marek: Teraz to już nikomu nie ufam

- Nie wytoczę żadnego procesu lekarzowi. Skoro mu zaufałam bezgranicznie, to moja wina też w tym jest, prawda? - powiedziała Kornelia Marek po posiedzeniu Komisji Dyscyplinarnej. Biegaczka idzie w zaparte i mówi, że nie wie, skąd w jej organizmie wzięło się EPO.
- Tego sama nie wiem do końca, nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie - powtórzyła Kornelia Marek.
"Kola" z Witalijem Trypolskim pracowała trzeci sezon i nigdy nie miała do niego żadnych zarzutów. - Miałam do niego zaufanie. Sport na tym polega, żeby zaufać ludziom z otoczenia. Ufałam trenerowi i lekarzowi. Teraz nie mam zaufania do nikogo. Nawet do państwa - rzuciła w stronę dziennikarzy.
- Dlaczego nagle miałabym mieć do fizjoterapeuty jakieś zastrzeżenia? Nie dociekałam, co mi wstrzykiwał, jakie to odżywki, środki regeneracyjne. Nigdy tego nie sprawdzałam, bo by mi na to nie starczyło czasu. Tak samo nie wie się, co może się znajdować w wodzie w restauracji - tłumaczyła.
Przed igrzyskami w Vancouver Marek była dwukrotnie na badaniu antydopingowym. W obu przypadkach pobierano jej krew, na igrzyskach olimpijskich EPO wykryto w próbce moczu. Biegaczka wykluczyła, że sama wstrzyknęła sobie ten środek, bo po prostu nie umie tego robić.
Pytana, czy czuje żal do fizjoterapeuty, Kornelia Marek mówiła, że sama czuje się winna. - Mam żal do siebie, bo cierpi przeze mnie moja rodzina - podkreśliła.
Kornelia Marek dalej czeka na karę od MKOl i FIS. Nie mogła sama poddać się karze, bo nie przewiduje tego regulamin. - Jeśli dostanę dwa lata zawieszenia, będę się odwoływać. Wrócę do czynnego uprawiania sportu. Nie zostawię tego tak. Poświęciłam temu wszystko i dalej będę to robić - zapewniła.









You are logged in as administrator
Komentarze
Odśwież
1 Do 8 z 8