Biegi narciarskie
17/06/2010 - 08:18 - Aktualizacja 17/06/2010 - 08:20Kowalczyk wściekła o kasę dla Wierietielnego

- Ja chcę walczyć o pieniądze dla trenera, bo nie rozumiem takiego zachowania - złości się na łamach "Przeglądu Sportowego" Justyna Kowalczyk. Jej opiekun, Aleksander Wierietielny, powinien już dawno temu otrzymać premię od ministerstwa sportu za wyniki z Vancouver.
Za medale olimpijskie Kowalczyk Wierietielnemu należy się dodatek do pensji, która w tym momencie wynosi około 6 tysięcy złotych. Gdyby podliczyć premie za medale podopiecznej, szkoleniowiec zarobiłby łącznie niespełna 20 tysięcy - policzył "Przegląd Sportowy".
Z rozporządzenia ministra sportu wynika, że premia powinna być dołączona od wypłaty już w kolejnym miesiącu po osiągnięciu sukcesu. Pieniądze trenerowi wypłaca federacja, ale zanim to zrobi musi je otrzymać od ministerstwa. PZN złożył podanie o pieniądze już dawno, ale na razie nie ma odpowiedzi.
- Przed igrzyskami obiecują wszystko, podczas zawodów robią sobie z nami zdjęcia, a po olimpiadzie dają kopa w tyłek. Za dwa lata w Soczi, znowu będzie przebudzenie z ręką w nocniku: "A tak, mamy dwie szanse, czyli Adama i Justynę". A co było po igrzyskach? Dlaczego wszyscy zapomnieli, że trening sportowy to nie praca jednoroczna - mówi wzburzona mistrzyni olimpijska z Vancouver.
- Jak można za najlepsze wyniki w kraju obniżyć komuś zarobki? Może w tym ministerstwie pomylili nazwiska? Jeśli trener, który doprowadza do zdobycia trzech medali olimpijskich po tym wydarzeniu ma zarabiać mniej, to nie jest śmieszne, tylko żenujące. Wstyd i tyle - zakończyła Justyna Kowalczyk.








You are logged in as administrator
Komentarze
Odśwież
8 Do 17 z 17