Biegi narciarskie
08/07/2009 - 11:48Kowalczyk: Nie pobiegłam w kostiumie kąpielowym

- Liczyłam na to, że pobiegam w kostiumie kąpielowym. Nic z tego. Był deszcz, śnieg i porywisty wiatr, co miało... same zalety - mówi Justyna Kowalczyk w wywiadzie dla "Przeglądu Sportowego".
Gratuluję sesji zdjęciowej w „Twoim Stylu". W końcu zobaczyliśmy panią prywatnie. Będą następne takie artykuły?
JUSTYNA KOWALCZYK: Nie. Miałam mnóstwo propozycji, zgodziłam się na tę jedną, żeby spróbować, jak to jest. Z czystej, kobiecej próżności. Bardzo o mnie zadbali, wymuskali, sprawili, że naprawdę poczułam się piękna. Każda dziewczyna powinna dostać w życiu taką szansę. Ekipa zdjęciowa była przednia, bardzo cierpliwa. Wiedzieli, że utrzymanie mnie przed aparatem sześć godzin - bo tyle trwała sesja - będzie bardzo trudne. Nie należę do cierpliwych osób. W towarzyszącym fotografiom tekście rzeczywiście bardzo mnie „uczłowieczyli". (śmiech) Ale więcej takich materiałów nie będzie, bo mogłyby spowszednieć mi i kibicom. Zresztą, aż do igrzysk nie będę miała takiej możliwości, by poświęcić cały dzień na coś poza treningiem.
Za panią ciężkie zgrupowania w Sierra Nevada i Ramsau. Jak zdrowie?
- Poza tym, że się dzisiaj czymś strułam, to - odpukać - wszystko w porządku. Nie złapałam kontuzji pewnie dlatego, że jestem dojrzalszą zawodniczką. Pierwsze parę kroków umiem zrobić wolniej niż chciałoby serduszko.
W Austrii chodziła pani na lodowiec?
- Taka była idea tego obozu, by w czerwcu trochę poćwiczyć na śniegu. Wybraliśmy Dachstein, bo sprawdzany przez nas zamknięty, chłodzony tunel w szwedzkim Torsby ma więcej wad niż zalet. Tam pętlę pokonuję w trzy minuty i po godzinie biegania kręci mi się w głowie. Poza tym w dusznych pomieszczeniach, gdzie jest dużo ludzi, łatwiej złapać jakąś bakterię i zachorować. Tunel to ostateczność.
Europę Środkową nawiedzały ostatnio burze. Nie przeszkodziły pani w treningach?
- Dwa razy musiałam zmienić planowane zajęcia. W ogóle nastawiałam się, że będzie jak przed rokiem i pobiegam w kostiumie kąpielowym. Nic z tego. Szczególnie ostatnie dziesięć dni to był deszcz, śnieg i porywisty wiatr, co miało... same zalety. Poćwiczyłam wytrzymałość, a mój nowy serwismen Are Mets sprawdził smarowanie nart w bardzo różnych warunkach.








You are logged in as administrator
Komentarze
Odśwież
0 Do 0 z 0