Biegi narciarskie
09/08/2010 - 09:16 - Aktualizacja 09/08/2010 - 09:27Kowalczyk ćwiczy w stroju kąpielowym i chce triumfu

Justyna Kowalczyk zamiast się obijać, haruje w pocie czoła. Polka spędziła trzy tygodnie na lodowcu Dachstein, odwiedziła Kamczatkę i Sierra Nevada. Teraz czeka ją trzytygodniowy wyjazd do estońskiej Otepää. - "Forma" ma przyjść dopiero we wrześniu - zdradza w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".
Polka nie trenuje już tak ciężko, jak przed igrzyskami olimpijskimi w Vancouver, ale nie może mówić o żadnej taryfie ulgowej. Cały czas dostaje solidnie w kość, choć nawet z treningów można mieć dużą przyjemność.
- Spędziłam trzy tygodnie na lodowcu Dachstein. Nabiegałam się na nartach strasznie dużo, leżał śnieg, ale paliło takie słońce, że ćwiczyłam w... stroju kąpielowym. Nie tylko zresztą ja - mówi Kowalczyk, która do kraju wróciła opalona.
Jej cel na najbliższy sezon, to oprócz triumfu na mistrzostwach świata w Oslo (luty-marzec), zdobycie trzeciej z rzędu Kryształowej Kuli. Polka nie ma zamiaru odpuszczać startów w Pucharze Świata. Jedną z jej głównych rywalek będzie oczywiście Marit Bjoergen. Kowlaczyk przyznała, że od czasu zakończenia igrzysk, nie rozmawiała z Norweżką.
- Nie było takiej potrzeby. W pewnych kwestiach pozostaniemy przy swoich zdaniach i jedna drugiej nie przekona - stwierdziła.
Polka odniosła się również do zjazdu w finale sprintu na IO, gdzie dała się wyprzedzić Bjoergen. Przyznała, że mogło być znacznie gorzej, ale "wbrew temu, co się uważa, to i tak jestem w światowej czołówce zjeżdżających." - Nie będę zjeżdżała jak Marit, bo moja noga jest trzy razy chudsza od jej nogi i mniej może znieść - tłumaczy w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".
W nowym sezonie w sztabie Kowalczyk doszło do dwóch zmian. Fizjoterapeuta Paweł Brandt otrzymał korzystną ofertę od siatkarzy Kędzierzyna. - Będzie się pełniej realizował. Ja byłam tylko jedna w naszym teamie, kontuzji udawało się unikać, a przeciążenia ciągną się za mną od lat i nie bardzo jest, co z nimi zrobić - powiedziała Justyna.
- Zmieniłam też lekarza. Jarosława Krzywańskiego zastąpił Robert Śmigielski - dodała złota medalistka olimpijska, która jednak krążków z Vancouver dawno nie widziała na oczy. - Nawet nie wiem, gdzie są. Rodzicie je gdzieś schowali - zdradziła.
Więcej w "Gazecie Wyborczej"








You are logged in as administrator
Komentarze
Odśwież
1 Do 1 z 1