Biegi narciarskie
16/11/2009 - 18:21Jaśkowiec dla eurosport.pl: Dzisiaj Vancouver, jutro Himalaje

Wiele wskazuje na to, że w nadchodzącym sezonie Justyna Kowalczyk nie będzie już jedyną Polką regularnie punktującą w zawodach Pucharu Świata. Sylwia Jaśkowiec w specjalnym wywiadzie dla eurosport.pl tonuje jednak hurraoptymistyczne nastroje: - Szczyt formy szykuję dopiero na igrzyska.
Z Sylwią Jaśkowiec, dwukrotną młodzieżową mistrzynią świata z 2009 roku, rozmawiał Bartosz Rainka.
Czy jest Pani zadowolona z przygotowań do sezonu zimowego?
SYLWIA JAŚKOWIEC: Jestem zadowolona z tegorocznych przygotowań. Wszystko przebiegało zgodnie z planem. Nadchodzący sezon będzie jednak długi. Swoją formę chcę budować krok po kroku. Szczyt powinien przyjść dopiero na igrzyska.
Czy stawia sobie Pani jakieś konkretne cele sportowe na nadchodzący sezon?
Głównym celem są igrzyska i wszystkie pozostałe starty będą im podporządkowane. Skupiam się wyłącznie na lutowym starcie. Nie zdradzę jednak, co założyłam sobie przed sezonem.
W sezonie olimpijskim ma Pani zamiar skupić się na startach indywidualnych czy sztafecie?
Moim celem jest skuteczne połączenie jednego z drugim. Do sztafety dużą wagę przywiązuje Polski Związek Narciarski, ale każda z nas będzie chciała pobiec jak najlepiej dla siebie. Starty indywidualne mają nam pomóc zbudować odpowiednią formę do sztafety. Dla mnie jednak tak samo ważna będzie sztafeta, jak i zmagania indywidualne.
Jak ocenia Pani olimpijskie trasy w Vancouver? Czy ich profil Pani odpowiada?
Nie miałam niestety możliwości uczestniczenia w zeszłorocznej próbie przedolimpijskiej. Swoje spostrzeżenia opieram więc wyłącznie na tym, co widziałam w telewizji i usłyszałam z ust Justyny Kowalczyk. Trasy Whistler Olympic Park z pewnością należą do płaskich. Dokładnego ich profilu jeszcze nie znam. Do igrzysk mamy jeszcze sporo czasu. Na razie należy się skupić na spokojnym dochodzeniu do formy i pierwszych startach. Czas na dokładną analizę tras w obecności trenera dopiero nadejdzie. Aczkolwiek jeżeli jest się w dobrej formie, profil trasy nie ma większego znaczenia. Gdy jestem w dobrej dyspozycji, potrafię zaprezentować swoje możliwości w każdych warunkach i na każdej trasie.
Co, jeśli temperatura przekroczy 10 stopni C i warunki będą skrajnie trudne? Czy taka aura będzie faworyzować polską sztafetę?
Zdaniem trenera, im trasa jest bardziej wymagająca, tym my spisujemy się lepiej. Jesteśmy bowiem bardzo dobrze przygotowane do sezonu fizycznie. Z drugiej jednak strony na końcowym wyniku może zaważyć również sprzęt. Narty i smary, którymi dysponujemy, nie są z najwyższej półki. Na zjazdach i odcinkach płaskich, gdzie liczy się szybkość i przygotowanie nart, zdarza się nam niestety tracić do najlepszych. W innych krajach niezbędny sprzęt kupuje się za grube miliony. My musimy niestety bazować na tym, co mamy.
Szóste miejsce na mistrzostwach świata w Libercu pokazało, że polska sztafeta ma naprawdę duży potencjał. Wtedy startowałyście jednak bez żadnej presji. W Vancouver może być już inaczej.

Jestem przekonana, że tym razem bez presji ze trony mediów i związku nie obejdzie się. Apetyt zawsze rośnie w miarę jedzenia. My jednak musimy skupić się na własnej pracy. Lekka presja bywa mobilizująca. O dobre miejsce na igrzyskach będzie jednak zdecydowanie trudniej. Każda ekipa przygotowuje się do tego startu. Drużyny, którym nie udał się występ w Libercu będą chciały zrewanżować się, polując na nasze szóste miejsce. My tanio jednak skóry nie sprzedamy.
Dużo mniejsza presja powinna towarzyszyć Pani startom w biegach indywidualnych. Tu uwaga wszystkich skupia się niemal wyłącznie na Justynie Kowalczyk.
To prawda. Fajnie, że Justyna odciąża inne zawodniczki. Dzięki temu możemy startować na dużo większym luzie.
Czy narty są w Pani życiu zdecydowanie na pierwszym miejscu?
Nie do końca. Uprawiam narciarstwo i bardzo je kocham. Staram się jednak mieć również inne zajęcia i hobby, dzięki którym mogę odreagować. Taką przyjemną odmianą jest chociażby uczelnia. Czytając różne naukowe książki czy przygotowując się do egzaminów w trakcie zgrupowań można się naprawdę odstresować. To mi bardzo pomaga. Nie oznacza to jednak, że unikam ciężkich treningów. Wręcz przeciwnie, mam do nich trochę masochistyczne podejście. Uwielbiam być w mocnym treningu i czuć po nim zmęczenie. Mam wtedy ogromną satysfakcję.
A jakie hobby Pani szczególnie sobie upodobała?
Przede wszystkim góry, książki, wędrówki wysokogórskie, wspinaczkę, jazdę konną i narty wodne. Jeżeli jest możliwość spróbowania czegoś nowego, to zawsze staram się to robić. Jeśli nie zawodowo, to przynajmniej rekreacyjnie.
Ponoć marzy się Pani wejście na Mount Everest?
Mam cichą nadzieję, że jeszcze przynajmniej raz uda mi się zawitać w Himalaje. Na dobry początek wystarczyłoby mi jednak wejście na Kilimandżaro. Na góry nigdy nie jest za późno. Nie wykluczam zatem, że po zakończeniu kariery sportowej zajmę się na poważnie wspinaczką.








You are logged in as administrator
Komentarze
Odśwież
1 Do 2 z 2